ďťż
 
 
Cytat
 
  Witamy

O wyższości piłki nożnej... [temat im. Grzegorza Rasiaka]




Baca - Wt 04 kwi 2006, 10:53
" />Duziooo zdrowia, duuuuuzioooo zdrowia, daj wam Matka Boska, duuuuuuuzioooo zdrowia. - jak w trajwajach między szpitalem na Banacha a placem Narutowicza drze mordę mały, zezowaty Cygan.
Właśnie tak Casillasowi powinni wrzeszczeć, pod oknami jego kastylijskiego apartmentu, ludzie którzy za Blancos są. Młody Iker uratował swój klub przed kompromitującą porażką. Spisywał się wspaniale, dość wymienić, że Barca oddała 'w światło bramki strzeżonej przez niego okrągłą liczbę dwunastu strzałów z których wszystkie obronił'. Pozostałe dwadzieście jeden strzałów przeszło wide. W odpowiedzi Madrytczycy z Brazylii odpowiedzieli trzema strzałami, z których tylko jeden - oddany przez Ronalda - wpadł do bramki, w której stał Valdes, ale równie dobrze mogłoby go nie być.
I wydawałoby się, że mecz w tej sytuacji mecz wygrali Merengues, jednak wcześniej z wydumanego karnego piłkę w siatce umieścił RdAM w ten sposób dając nam prowadzenie, które później straciliśmy.
W tym faulu problematycznym żółtą kartkę za pyskówki otrzymał 'mały ziemniak' Roberto Carlos.
Drugą dostał parę minut później za poetyckie określenie sędziego i liniowych mianem g*wna. Rzecz się miała po jego faulu na Hence Larssonie. Wyciągnięcie czerwonej karteczki dla 'Klucha' wywołało żywiołową reakcję publiczności. Potem Ronald, który z powodu własnych niedoskonałości uważa każdy przejaw jakichś umiejętności za wybitność, stwierdził mylnie, że sędzia musiał być geniuszem, jeżeli usłyszał słowa R.Carlosa we wrzawie panującej na Camp Nou, podczas gdy sędzia geniuszem może w tej sytuacji się nie okazał, a tylko patrzył na usta stojącego metr od niego 'Kartofla', lub zwyczajnie miał dobry słuch. Nie wymagajmy jednak od Ronalda trudnej i zawiłej sztuki myślenia.
Barcelona ruszyła do jeszcze bardziej zaciętych ataków pozostawiając rywala zamkniętego na połowie i bombardując co rusz bramkę strzałami.
Jak po meczu powiedział Carles Puyol - 'czerwona kartka utrudniła nam sprawę, Real zamknął się w połowie i nie mieliśmy jak strzelić więcej goli'.
Widać gadanie głupot jest niezależne od tego w jakim się gra klubie.
Real zdołał jednak gola zdobyć. RdAM traci piłkę w środku pola, J. Baptista zagrywa prostopadłą piłkę do Luisa Nazario de Limy, czyli Ronalda, a ten mimo tego, że już od dawno jest twarzą Donkin' Donuts zdołał wyprzedzić Mottę (który przy okazji oczywiście zdążył w czasie tych paru sekund pościgu naciągnąć mięsień i nie zagra jakiś czas ), przelobować Valdesa i dać sobie wskoczyć na barana Beckhamowi, zanim Puyol nadbiegł podskakując i krzycząc 'P*ta!' jednocześnie.
Żenuła.
Mówiłem o niesamowitym Ikerze, który ratował swój zespół od porażki. Z kolei 'ich' zespół od porażki ratowali Mark Van Bommel i Henka, którzy zepsuli dwie wymarzone sytuacje sam na sam.
Aha, jakieś mierdy na onecie pluły się, że oszustwo, bo Oleguer faulował Larssona w polu karnym. Obejrzałem powtórki - nie faulował, Ronald potknął się o własne nogi.
Tak więc dwieście trzydziesty pierwszy, a dwusetny ligowy, mecz między tymi drużynami zakończył się sprawiedliwym remisem, pięćdziesiątym pierwszym.

A CL już blisko.

Tymczasem dzisiejszy Fakt informuje o smutku E. Olisadebe, który już wie, że w 'Niemcach' nie zagra na Światwym Ojro.
Łączymy się z nim w bólu...





Baca - Pt 07 kwi 2006, 15:46
" />Głupia sprawa, że piszę jeden po drugim, ino, że jakoś nikt nie chce nic napisać, a przeczież szkoda byłaby wielka, gdybym wstrzymywał się z uzewnętrznianiem.
W CLu straszne rzeczy.
Dwóch półfinalistów przewidziałem, dwóch nie. Po jednym na dzień.
W Katalonii nie było niespodzianki. Zaskoczeniem była tylko postawa Benfiki - żadnego zaangażowania. Zepsuty karny przez RdAM. A potem już spokojna kontrola i dwa gole: dwudziesta minuta Brzydala. osiemdziesiąta dziewiąta E2. Teraz pora na Milan.

Ów Milan właśnie dopiero w końcówce wykorzystał katastrofalny błąd i nieuwagę obrony Lyonu, przez co odbijającą się po słupkach futbolówkę po strzale Szewczenki dobił Inzaghi. Super Pippo strzelił także pierwszego gola, a jeszcze w doliczonym czasie gry Sheva dobił rywali wbijając piłkę do pustej po minięciu Coupeta bramki. Bramkę przez godzine dającą awans Lyonowi zdobył Diarra.

Na EL Madrigal Submarinos Amarillos wygrały jednym golem z Internazzionale Milano co wystarczyło, by po dwumeczu który rozstrzygnął się remisem 2:2, bramka strzelona przez Forlana w Mediolanie dała półfinał CL debiutantom tych rozgrywek.

W Turynie tylko Nedved miał odwagę i chęć grać. Na golach się nie skończyło niestety, koledzy z zespołu byli zbyt d*powaci. Pavel zszedł za dwie żółte, gdy z bezsilności kopał Eboue, któremu sędzia nie odgwizdał wcześniej przewinienia. Arsenal przeszedł.

Półfinały:
FCBarcelona - AC Milano
Villarreal CF - Arsenal London



Lord Paris - Wt 11 kwi 2006, 20:39
" />Tak! Tak! Tak! PSG pokonuje LILLE 2;1 jednocześnie zapewniając sobie awans do półfinału Pucharu Francji. Dwa głupie błędy obu bramkarzy w 30 min naszego i 40 min Lille i byliśmy świadkami remisu 1;1 lecz piękny gol Paulety w 57 min daje awans mojej ukochanej drużynie.

Z trybun spotkanie oglądał szkoleniowiec MU czyżby szykował się jakiś transfer z PSG. Mam nadzieje że nie odbiorą naszego ostatniego dobrego zawodnika – Paulety.



Ante Gregu - Śr 12 kwi 2006, 07:25
" />
">Tak! Tak! Tak! PSG pokonuje LENS 2;1 jednocześnie zapewniając sobie awans do półfinału Pucharu Francji.

Nie! Nie! Nie! Z Lens to wy graliście w lidze w sobotę i zakończyło się 1-1. Wczoraj pokonaliście OSC Lille, napiszę wyraźniej - LILLE, a nie Lens. Wstyd.





Lord Paris - Śr 12 kwi 2006, 13:37
" />Tak Tak już poprawione ale wstyd, ale musicie mi wybaczyć byłem po promilach spożytych w czasie meczu:) Tak to jest jak cos się robi po przysłowiowym „pijaku”



Baca - Pt 21 kwi 2006, 08:05
" />Niemalże Campeones.
Niemalże w finale CL.

Broniłem się potwornie przed użyciem słowa 'prawie', i szczęśliwie się udało. Po dwóch skromnch, ale za to jakże ważnych, zwycięstwach w La Liga i półfinale CL Duma Katalonii z wolna zbliża się do zdobycia dwóch (jakże ważnych ) trofeów.
Mecze te nie były nazbyt widowiskowe, co smuci, bowiem założeniem tzw. Katalonizmu vel Katalońskości jest nade wszystko grać ładnie. Były za to skutecznie wygrane co jednak zawsze cieszy. Pewnym wytłumaczeniem mogą być poważne braki kadrowe spowodowane kontuzjami i innymi takimi (tradycyjnie Xavi; Messi, Larsson, Deco), jednak jest to wytłumaczenie marne i fałszywe. Otwarcie muszę przyznać, że wyrachowana na poły zachowawcza gra zastosowana została celowo, a taktyka i strategia, strategia i taktyka 'wygrywania' "made in Jose" przsyniosła rezultat.
Ech gdzież te czasy jak wygraliśmy z Milanem 2:1 po otwartej grze i fenomenalnym golu 'Brzydala' na ostatnie sekundy przez zakończeniem ?!?

Na pierwszy ogień Villarreal. 1-0. E2, i po sprawie. Sędzia zabrał jeszcze prawidłowo strzelonego gola przez w końcu wystawionego na boisko Maxiego Lopeza, ale wobec ostatecznego zwycięstwa nadmiernie bym nie dramatyzował.
Choć Maxiego żal.

Mecz z Milanem to zupełnie inna para kaloszy. Od samego początku ruszyli z atakami gospodarze. Dziękować Isztar należy za chorobę Superpippo. Pozbawieni swojego asa (a Ancelotti ciągle tego nie rozumie, że właśnie Inzaghi jest jego najlepszym napastnikiem) zawodnicy ze stadionu Giuseppe Meazza nieporadnie nie umieli wykorzystać nadarzających się im sytaucji które były darami nie tylko Losu jak śpiewa Rysiek Rynkowski, ale i również naszej legendarnej już defensywie. Gilardino okazał się mieć małego fiutka i nie potrafił pokonać Valdesa z bardzo ostrego kąta, z kolei Sheva przyładował z 'dyńki' w futbolówkę, a ta następnie trafiła w bok VV wypadając na 'szpakowego' kornera. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, zawsze wygrywają Niemcy, a piłka jest okrągła. Znajomość tych powiedzonej nie oznacza automatycznie wiedzy o przypadkach kierujących piłką, natomiast przez pewną zabawną złożoność wszechświata przynajmniej jedna z nich sprawdza się w każdym meczu. (Poza okrągłą piłkę, ta jest mimo wszystko zawsze).
Po słabej (z opowieści) połowie pierwszej rozpoczęła się, jak łatwo się domyślić, połowa druga, na którą szczęśliwie dojechałem z warszawskiej "Stodoły", miejsca koncertu (ale lans żałosny ) SEPULTURY (iki nie wiem po co jeszcze został na In Flames ). Nie wiem co w przerwie powiedział Rijkaard, albo Henk Ten Cate jak mawiają złośliwcy, w tym Ronald Koeman, rezultat dało. Gra zmieniła swoje oblicze, a nasi (WRESZCIE) grali z sobie właściwą łatwością, klasą, kunsztem, umiejętnościami etc.
Bramka jak to się mawia wisiała w powietrzu, a co m wisieć nie utonie pomyślał błędnie L. DiCaprio trzymając się skrzydła drzwi, na którym leżała K. Winslet po tragedii takiego dużego statku "którego nawet Bóg nie zatopi". Nie lubię kiedy mówi się, że bramka się należy. W praktyce oznacza to przecież, że drużyna nie potrafi wykorzystać przewagi. Bramka się więc tym bardziej "nie należy".
Należy się tylko wtedy, gdy w końcu zostanie strzelona.
Parafrazując brytolskiego jenerała po wygranej bitwie z Zulusami: "cokolwiek się stało, my mieliśmy RdAM, a oni nie".
Jedno zagranie z lewego skrzydła na wolne pole, a Giuly dopadłszy do piłki wsadza ją potężnie pod poprzeczkę (tu wraca casus Gilardino) z baaaaaardzo ostrego kąta. Dyskrminowana mniejszość na stadionie szaleje, a buraki żegnają zarówno 'Brzydala' jak i 'Małego Księcia' gwizdami, podczas zmieniania ich przez Lopeza i Bellettiego.
Wynik do końca się nie zmienił.
I przed rewanżem w Zastępczej Świątyni Futbolu jestem pełen nadziei.
Z kolei o rewanżu liczę być bardzo zadowolonym.

Dobrych njusów z najbogatszego regionu Hiszpanii nie koniec.
Wintherthur Barcelona awansowała do Final Four Ojroligi, pokonując w trzymeczowym półfinale (to ci dopiero Gran Derby)odwiecznego rywala z Kastylii Real Madrid.

W, vs Real Madrid 72-58
L, at Real Madrid 84-78
W, vs Real Madrid 76-70

W (czeskiej ) Pradze 28 i 30 kwietnia rozegrane zostaną cztery mecze. Jeśli Barca wygra oba, będzie to wspaniałe zwieńczenie sezonu i prawdopodobnie (oby, oby, oby) podwójny sukces w ojropejskich rozgrywkach ligowych Dumy Katalonii. Choć jeśli szczypiorniści i i rolkarze nie zawiodą postawi to nas na podium jako największy ojropejski klub tego sezonu. To by dopiero było coś !

Aha. Rywalami będą: CSKA Moskwa, Tau Ceramica, Maccabi Elite.
Bilety od 70 ojro po 1290 ojro. A więc więcej jak za "Stołnsów".
Z wiarą nadzieją. CHLUP.



FatBantha - Pn 24 kwi 2006, 13:15
" />
">Nie lubię kiedy mówi się, że bramka się należy. W praktyce oznacza to przecież, że drużyna nie potrafi wykorzystać przewagi. Bramka się więc tym bardziej "nie należy".
Należy się tylko wtedy, gdy w końcu zostanie strzelona.
Aktualnie w Europie panuje socjalizm, więc jeśli proletariusze mówią, że bramka się należy, to znaczy, że się należy. Nic jednak nie mogą zdziałać przeciwko burżujom z FIFA 2006 i ÓŁEFA, którzy bramki zaliczają tym, którzy je strzelają, a nie, w imię sprawiedliwości dziejowej, tym którym się należy. Tak czy inaczej, w towarzystwie nie wypada brać strony tych ciemiężycieli i ludowo należy powtarzać, że bramka się należała oraz być oszukanym 'moralnym zwycięzcą'. Kibice i "kibice" Barcelony są w tym bardzo dobrzy.

Mnie, jako kibica LFC cieszą zdolności adaptacyjne mojego klubu - poradzi sobie w każdym systemie społecznym - jeśli jakimś cudem zapanują komuchy w federacjach piłkarskich, nam nic to nie zagrozi, a nawet może i pomoże, bo mamy Beniteza, który 'kontroluje grę' i stwarza po kilka niewykorzystanych sytuacji na mecz, w związku z czym zawsze należy się nam bramka a co za tym idzie zwycięstwa i tytuł Mistrza Anglii w przyszłym sezonie.

A teraz aktualności:

Wygraliśmy z Chelsea w półfinale Pucharu Anglii, najbardziej prestiżowych rozgrywkach piłkarskich na świecie, w których brać udział mogą jedynie cywilizowane kluby.

Jose się na nas obraził i nie podał Beniowi dłoni na koniec meczu. Prasa się wydzierała, pan redaktor z BBC zwrócił mu uwagę, że to było nieładne i w ogóle pedział, aby Jose ubierał dłuższe spodnie, co by mu słoma wychodząca z butów nie wystawała na widok publiczny. Ogólnie ma teraz niefajnie, a Wujek Abramowicz przecie poczwórnych albo popiątnych koron oczekuje. W obliczu tych wszystkich katastrof, które spadły na Portugalczyka, chcielibyśmy go przeprosić:

Drogi Jose MĂĄrio dos Santosie Mourinho FĂŠliksie!

Bardzo przepraszamy za to, że z nami nie wygraliście. Naprawdę, nie wiedzieliśmy, że sprawimy Ci tyle przykrości, eliminując Twój klub z FA Cup. Na swoją obronę możemy dodać, że nie podzieliłeś się z nami swoimi planami i nie zdawaliśmy sobie sprawy z Twoich celów.

Nasze nieodpowiedzialne zachowanie sprowokowało Cię do bycia nieuprzejmym i narażenia się na niezasłużoną krytykę ze strony mediów. Wybacz nam! Nie sądziliśmy, że nasz manager, Rafael Benitez to taka świnia i prowokator godny Jasia Śmietany. Co prawda Dudka nie wystawiał i nie wystawia nadal i puścić też go nie chce, ale to czego się dopuścił względem Ciebie było okrutne i nieludzkie!

Padamy na kolana i błagamy o wybaczenie,

ukorzeni kibice LFC

Biedny Jose... Jak dziecko w piaskownicy. Zebrał wszystkich wokół siebie, wytłumaczył jakie są zasady gry, że on jest królem podwórka a tu nikt się tym nie przejął i perfidnie wychodzi przed rząd niepytany, śmie bruździć i zabierać łopatki oraz grabki, które należą się jedynie boskiemu Jose. Skandal i okrucieństwo.

A na koniec teleałdio:

Z kim wygra Arsenal w Finale CL?
- z Barceloną,
- z AC Milan,
- z własnymi słabościami.



Jacen - Wt 25 kwi 2006, 08:17
" />Jeszcze nie wiadomo czy Arsenal awansuje, jeżeli Villareal zacznie w końcu grać tak, jak w poprzednich meczach. W pierwszym spotkaniu wyglądali jak piątoligowy Koram Boniewo



Niko - Wt 25 kwi 2006, 09:26
" />
">Jeszcze nie wiadomo czy Arsenal awansuje, jeżeli Villareal zacznie w końcu grać tak, jak w poprzednich meczach. W pierwszym spotkaniu wyglądali jak piątoligowy Koram Boniewo

CHyba CIę "pogło". Arsenal awansuje, gdyżjest lepszy.



Baca - N 30 kwi 2006, 16:23
" />Działo się, się działo. Ooo.

W staropolski 'przedmajówkowy' wyjazd w weekend do słonecznej Andaluzji, coby rozegrać partię z Sevillą. Niesamowita ulewa jaka przeszła nad tym rejonem Zjednoczonego Królestwa Kastylii zamieniła murawęw bajoro gorsze znacznie niż to na jakim "Orły Górskiego" przegrały po golu Gerda Mullera z tymi N[cenzura]mi, którzy nie wiedzieli czym jest narodowy-socjalizm, bo ich ojcowie okłamali ich, że pracowali w burzliwych latach czterdziestych na kolei, przez co zajęli zaszczytne trzecie miejsce i od lat ciąży na nas sława, a niejako i klątwa tego jakże nieważkiego i niepowtarzalnego wydarzenia. Wróćmy jednak na zwykle słoneczne tereny jednej ze zwykle słonecznych krain. Wody było tyle, a potem, grad, deszcz, śnieg, huragan Katrina etc., że masy H2O wlewały się przez korytarz prowadzący na 'bojdo' do leżących na drugim jego krańcu szatni. Za wiele by grać, za mało by pływać.
Zrażeni i gnani koniecznością dziejową prezesi wpadli na tę myśl nową, iżby mecz odłożyć. Ważne są tu słowa prezesa Sevilli:

">Decyzja o odwołaniu meczu była słuszna. Innej być nie mogło. Barcelona zawsze dogada się z Sevillą. Mam nadzieję, że ciężko będzie nam znaleźć datę rozegrania meczu, gdyż obie drużyny awansują do finałów europejskich rozgrywek
Tak, tak. Oba kluby czekała jeszcze konfrontacja w ojropejskich pucharach i oba szczęśliwie i ZASŁUŻENIE awansowały do finałów CL i Pucharu UOJFA.
Skupię się jednak na FCB, bo jakoś tak nie wiedzieć czemu czuję, że powinienem.
Tymczasem okoliczność przełożenia meczu spowodowała dziwne zawirowania w okolicach regionu Lombardii na północnym-zachodzie Niziny Padańskiej. AC Milano, bo o nich mowa, albo FC Divus Silvio, jak kto woli, ustami swojego entrenadora Ancelottiego (a nie 'Andżelottiego', jak chce znany słowotwórca Roman Kołtoń) wyrazili przypuszczenie wilekiego katalońsko-andaluzyjsko-sycylijskiego spisku, w którym główne role grać mieli:
-prezesi obu espaniolskich klubów, którzy szukali tylko pretekstu, żeby odpuścić sobie spotkanie i przez ten odpoczynek ułatwić FCB awans nad poniewieranym i oszukanym ACM
-szamani Komanczów, którzy specjalnie i z premedytacją za butelki wody ognistej i garść peso odprawili rytuały mające na celu sprowadzenie deszczu nad Andaluzję, leżącą przecież na samym południu Królestwa Kastylii
-Jarosław Kret który znając prawdę czasów, prawdę ekranu i zabawną wprost odwrotna proporcjonalność zapowiadanej pogody do pogody rzeczywiście zastanej, powiedział to co powiedział o upalnych dniach na zachodzie Ojropy.
-bliżej nieznany agent Katalonistanu, który przekupił sycylijczyków z Mesyny, którzy jednak po prawdzie nie potrzebowali tej dodatkowej motywacji do kopania milanistów (copyright Dariusz Szpakowski) i złamania Massimo Ambrosiniemu nogi - wszak legendarna niechęć ludzi ze słonecznego Południa słonecznej (tyż, tyż) Italii do tych z nieco mniej słonecznej Północy słonecznej Italii daje o sobie znak już od wieków
- i tradycyjnie już Żydzi, żydzi i cykliści za antypolskie spiskowanie.

Jak widać postępowanie jest w toku, detektyw Krzysztof na tropie, i jeśli wcześniej nie wsadzą go do pi*rdla jak mieli zamiar nasi, to z pewnością sprawa ta znajdzie finał w odkryciu prawdy i wymierzeniu sprawiedliwości w imię prawa, lewa i politycznego centrum.

Pełni obaw i strachu 'milanerzy' (copyright mój) stanęli na uświęconej oporem katalońskiej ziemi. Ostatnie dwa spotkania przegrali, teraz bardziej z powodów wojny psychologicznej, niż prawdziwej wiary prawili, jak to awansują dalej.
Pierwsze spotkanie, przypomnę na wszelki wypadek, wygrała AzulGrana po golu Ludovica Giuly'ego. Spotkanie przebiegało w rytmie ataków gospodarzy, które osłabieni kadrowo Katalończycy dzielnie odpierali przez 45ięć minut, by w drugiej połowie wznieść się nieco wyżej i zdobyć gola na wagę awansu.
Rewanż, wbrew zapowiedziom, okazał się potwornie nudnym spotkaniem. Powiem więcej to był najgorszy mecz jaki w życiu widziałem. I nie chodzi tu bynajmniej ino jedynie o poziom widowiska, ale o fakt, że drużyna klubowa która gra obecnie najpiękniej w piłkę w taki nudnym, ordynarny i schematyczny sposób broniła się. Niestety ostatnio w piłce trofea zdobywają ci grający brzydko albo słabo - Grecy na ostatnim Ojro, Porto zmurinjone, LFC, CSKA, Bawaria Monachium w meczu z Valencią etc. Duch Ottona Rehhagela czy upiór Mourinho cieszyć się muszą niezmiernie.
Tylko z czego. Patrzeć hadko, trawestując (napisałem początkowo 'transwestując', ale na szczęście się złapałem za słowo )słowa Henryka Sienkiewicza wypowiedziane ustami Jana Zagłoby. Chcieli finał, mają finał. Zresztą spotkanie to szczęśliwie nie przebiegło na jednostajnych atakach Milanu. Paradoksalnie to Barca miała więcej klarownych sytuacji strzeleckich. Zaczęło się od E2 sam na sam z Didą. Samozwańcza Legenda Afrykańskiej Piłki oczywiście zamknął oczy i pi*prznął piłką w Nelsona. Nic to parę minut później miał drugą "setkę", znów trafił w Didę - piłka poszybowała jednak w stronę linii bramkowej, ale tutaj wybił ją czterdziestoletni Costacurta. Dariusz Sz. powiedział: I to jest cały E2.
Dokładnie panie Darku, to jest cały E2. To facet, który jest szybki, biega dużo itd. , ale nie potrafi: zastawić się, przymierzyć, pomyśleć nad ustawieniem kolegów, często nie odgrywa, a samemu strzela, marnuje karne, strzela tylko połowę tego co mogliby inni w jego sytuacji. Pan Darek wspomniał jeszcze słowa E2, którymi mimowolnie uwydatnił jego jeszcze jedną brzydką cechę, a może parę ich - pychę i zarozumiałość. A rzecz wygląda tak, jak wiadomo FCB stara się o Henry'ego. Jak wiadomo są dwie wersje - Henry już jest nasz, i dopiero będzie nasz. E2 zaś wypowiedział się ogólnie o całej sprawie, w przybliżeniu wygląda to tak, że on mówi, iż to cool, iż Henry będzie grał w FCB, i on E2 może się przesunąć na skrzydło, żeby zrobić miejsce dla Thierry'ego. I tu jest właśnie cały szkopół, co to znaczy "on się może przesunąć". Od "przesuwania" jest trener, to raz. Dwa - nikt nie powiedział, że E2 ma dożywotnie miejsce w pierwszym składzie napadu FCB. Dlaczego niby środkowy napastnik ma schodzić na skrzydło w miejsce skrzydłowego ?? To głupie. Odejdzie Henka Larsson, to pewne. Ale z pewnością nie jest pewne, że E2 będzie grał 'na pewno' (tak wiem, za dużo "pewnie"). Przydałoby się więcej pokory w ustach gościa który nie umie strzelać karnych, a do tej pory nie osiągnął żadnego znaczącego sukcesu w światowej piłce.
W towarzystwie Szpaqa nie dotrwałem jednak do końca spotkania, kiedy bowiem nasz złotousty nazwał Inzaghiego 'popularnym "Pepe"', postanowiłem poszukać szczęścia u Borka i Kołtonia. A mecz ciągnął się nadal sytuacje marnował Belletti (idealną, wspaniałą - wystarczyło tylko wyciągnąć lewą zamiast prawej), i wprowadzony za Ludo Henka, którego główkę z największym trudem wybronił Nelson.
I mecz ten mógłby dociągnąć się do 90tej minuty bez żadnych kontrowersji w kwestii lepszego, a raczej utrzymania korzystnego status quo, gdyby nie sędzia Marku, bezimienny liniowy, jakiś 'milanista' na lewym skrzydle, Carles obrońca kryjący Andrija i Andrij, swego czasu nawołujący do głosowania na Janukowycza. Sprawa wygląda tak: było podanie z wolnego, w momencie podania jakiś 'milanista' był na spalonym. W tym samym momencie Andrij oderwał się od Carlesa i pobiegł do piłki. Zanim dotknął ją głową, sędzia Markus zagwizdał, Carles wywalił się, a VV który dopiero teraz pojawił się na polu chwały puścił piłkę i od razu pobiegł wyciągać ją z siatki.
I teraz sprawa jest drażliwa - czy był faul, czy był spalony, czy było cokolwiek ?
Po kolei:
-faulu nie było, to widzieliśmy;
-spalonego też nie, zawodnik ze skrzydła nie brał udziału w akcji;

Warto też dodać, że nieprawdą jest na co obrażali się idioci pokroju Teodora Iwanowa, iż są zniesmaczeni, bo gol został anulowany.
Spieszę wyjaśnić, że gol nie został anulowany, bo nie został nawet uznany. A skoro nie został uznany, bo gwizdek przerwał akcję wcześniej, to nie można było anulować czegoś, czego nie było.

Oczywiście sędzia się pomylił i powinien puścić akcję, jednak wyjaśnijmy sobie parę rzeczy. Gola raczej by i tak nie było - strzał Szewczenki był słaby i z "tylnej" kamery było widać, że VV wcale się nie rzucał, tylko od razu biegł wyciągnąć ją z siatki po gwizdku, a po drugie strzał był na tyle słaby i stosunkowo w środek bramki, że cokolwiek mówić o umiejętnościach Victora, ale z obronieniem tego nie miałby problemów.
I wreszcie, to, że nawet Milan strzeliłby tego gola, nie znaczy automatycznie, że awansowałby w co jakoś wielu nie wiedzieć czemu uwierzyło.

Reasumując: Barca przeszła, Milan nie.
To taka mała nauczka i lekcja pokory dla rachitycznej i patykowatej dzieciarni kibicującej Milanowi, a która porażkę potrafiła uzasadnić tylko zionięciem przekleństw na 'końską', jak to ta dzieciarnia określiła twarz RdAM.

Po meczu wielkie oklaski dla Wojciecha Kowalczyka, który jako jedyny sprawiedliwy w tej Sodomie i Gomorze oszczerców na pytanie Iwanowa, że "musisz przyznać Wojtek, że skandal", odważnie odpowiedział: Skandal to był rok temu jak sędzia uznał gola Terry'ego, który padł po faulu Carvalho na Valdesie.
Wtedy ci wszyscy "oburzeni" jakoś nie widzieli problemu i niesprawiedliwości.

Tymczasem zasłużony finał zbliża się krokami.
Zwycięstwo Bordowo-Granatowej Armady jest nieuniknione. We wczorajszym meczu z Cadizem (Kadyksem po naszemu) Blaugrana wygrała jeden-zeiro, a pod koniec spotkania pojawił się bohater, prawdziwy przywódca środka pola, może nie czarodziej w pełnym słowa tego znaczeniu, ale za to solidny i pracowity nietuzinkowy gracz - Xavier Hernandez Creus. Po stu czterdziestu dziewięciu dniach powrócił w samą porę by swoimi umiejętnościami wesprzeć mesjanistyczny klub futbolu ofensywnego w tytanicznej walce z Francuzami na ich własnym terenie.
Tak, tak. Arsenal to klub francuski. Od sezonu 2007/8 mają zmienić nazwę na Arsenel. Ale nie sam szkoleniowiec jest gwarantem gallijskości piłkarzy z północnego Londynu. O jego sile stanowi ciekawy, a nie brytolski styl gry. Konglomerat piłkarzy z róznych krajów, w tym nawet Katalończyk Francesc Fabregas. Sporo Francuzów. Aime Jacque (trener Francuzów w 1998, mistrz świata z nimi) powiedział nawet, że właśnie Arsenal świadczy o prawdziwej sile francuskiej piłki.
Ale nawet publiczność, nawet styl gry, nwet piłkarze nie staną do równorzędnej walki z BlauGraną dwanaście lat po sukcesie Dream Teamu nowe pokolenie piłkarzy FCB sięgnie po Puchar Ojropy.
Nie tylko dlatego, że są lepsi.
Przede wszystkim dlatego, że stanie się o to dziejowa sprawiedliwość, gdy w finale zatriumfuje futbol totalny.
Wielu wrażeń i żadnych niespodzianek życzę wszystkim na nadchodzący 17ego maja.

A wcześniej Sevilla pokona Brytoli w małym finale. Andaluzji też się należy. Za przyjaźń.

Visca el Barca !! Visca Catalunya !!



Ante Gregu - Wt 02 maja 2006, 21:24
" />K**** m**! Tak grali, że aż kląć się chce. Żeby przegrać z drugim garniturem tego teorytycznie słabszego z RP Obojga Narodów, to trzeba być naprawdę zdolnym. Pozwolę sobie ocenić antybohaterów dzisiejszego spotkania, każdego z osobna.

Baszczyński - Orzeźwiające wejście. Szkoda tylko, że bał się centrować.

Bonin - Chłopa zjadła trema i figę z niego mieliśmy, nie pożytek.

Bosacki - Kilka ciekawych interwencji i wypadów pod pole Litwinów. Do zrewidowania z Wyspami Owczymi.

Fabiański - Fajnie mu, że zagrał. Mógłby tylko szybciej piłki wybijać w tej nerwowej końcówce.

Frankowski - Nie strzelił od listopada. Ani w klubie, ani w kadrze. Dziś beznadziejny. Nie widzę sensu dalszego powoływania tego piłkarza. Jakiekolwiek by tam miał zasługi (w moim uznaniu niewielkie).

Gancarczyk - Kilka udanych interwencji, kilka nie udanych. Ryp w pyszczysko za zachowanie przy golu. Mundial nie dla niego!

Jop - Poza sytuacją bramkową nie mam do niego zastrzerzeń. No chyba że palnąć go w łeb za strzał po rzucie wolnym, ale to bardziej wina Mirka, że podał, a nie sam strzelał.

Kosowski - Udowodnił jak wielka jest różnica pomiędzy pierwszym składem a ławką drużyny z Southampton. Niby się starał, był aktywny, ale i tak biada mu.

Krzynówek - Jakie fiuty ci Aptekarze, że go nie puścili na mecz. W meczu ligowym nie zagrał.

Kuś - Ilość włączeń sie do akcji ofensywnych - 0. Może można by to i było mu to wybaczyć gdyby lepiej grał w obronie, ale Litwini nie atakowali swoją lewą flanką. Niepotrzebne faule.

Lewandowski - Gdyby nie awizowana zmiana, to nie wiedziałbym, że w ogóle Mariusz pojawił się na boisku. Teraz wiem na kim nadniemeńscy napastnicy wybijali się tak wysoko w naszym polu karnym.

Mila - Pamiętam mecze, w którym Seba miał podawał celnie, a Mirek tracił tylko piłki. Dziś jakby sytuacja się odwróciła. Lubiłem chłopaka, ale no dziś to mnie przerażał.

Rasiak - Oprócz dwóch wręcz genialnych zagrań (akcja z Szymkiem z 61 min. oraz przepuszczenie piłki do Mili z 46 min.), bieda. Ale i tak widzę go jako drugiego napastnika naszej kadry.

Sobolewski - Chłopak zupełnie bez formy. Nawet już nie potrafi z czydziestego metra huknąć.

Sosin - Bezbarwny, bezpłciowy, bezbramkowy. A po jaki kij nam taki napastnik?

Szymkowiak - No niby jasyr ten mu na zdrowie wyszedł. Ale odniosłem wrażenie, iż bał się podjąć ryzyko, jakby nie udźwignął ciężaru odpowiedzialności. Jeden z lepszych na boisku, ale na WM musi się więcej starać.

Jednej osoby na tej liście zabrakło, ale dlatego, że nie zaliczyłbym jej do grona antybohaterów. Mundial coraz bliżej, a termin ogłoszenia składów zbliża się nieunikalnie. Klinsmann już wybrał, teraz pora na Janasa. Wbrew zdaniu komentatorów i praskiego Tomasza (chyba że właśnie co zmienił zdanie), już dziś zdecydowałbym o nr 1 w polskiej bramce. Dudek bronił znakomicie. Wiele jego pewnych interwencji uratowało nasz zespół przed totalną kompromitacją. Boruc notorycznie puszcza szmaty, Kowalewski też ostatnio pewnością nie grzeszy, Kuszczakowi brak ogrania w kadrze, a Fabiańskiemu doświadczenia. Pogromca w bezpośrednim pojedynku zdobywcy Złotej Piłki 2004, powinien być naszym numerem jeden, ostoją polskiej bramki, ostatnim bastionem w linii obrony biało-czerwonych, twierdzą ideałów, wzorem do naśladowania dla nastolatków, z uznaniem na Śląsku i u jakiejś pani z Gazowni, jedynym niepokonanym golkiperem WM 2006. Tylko Jurek!

W dzisiejszym meczu zabrakło piłkarza okrzykniętego bogiem, zdaje się piłkarza prezentującego najwyższą formę z Polaków na obczyźnie. Marek Saganowski grał ci niedawno na Estadio do Dragao o utrzymanie Vitorii w Liga betandwin.com, lub też o ewentualny transfer do mistrza Portugalii. Porto jednak wiedziało do czego Marek jest zdolny i od początku przypisali mu podwójne krycie, w niektórych sytuacjach nawet potrójne. W dodatku ich piłkarz znalazł się na spalonym, poczym został sfaulowany i po karnym Porto prowadziło 1-0. W 80 minucie Marek musiał zejść, nie radząc sobie z ścisłym kryciem, a jego zmiennik rzeczywiście został zlekceważony przez obronę i doprowadził do wyrównania. W chwilę potem wyprowadził Guimaraes na prowadzenie, ale sędzia, dziwnie kojarzący się z Merkiem, dopatrzył się spalonego i nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. Za chwilę akcję poprowadziło Porto i strzelili gola, oczywiście ze spalonego, jednak uznanego. Potem jeszcze strzelili po raz pierwszy w tym meczu prawidłowo i w sumie FC Porto wygrało z Vitorią Guimaraes 3-1. Vitorię czeka trudna walka o awans w ostatniej kolejce. Marek na transfer może liczyć. Janasie, daj mu jeszcze mundial!

EDIT:
Wiadomość z ostatniej chwili, ku pokrzepieniu serc. Janas powiedział
"Nie chcę zamykać przed nikim drogi do reprezentacji. Dlatego planuję jeszcze sprawdzenie innych zawodników. Na powołanie może liczyć Marek Saganowski"



Bossk - Śr 03 maja 2006, 19:11
" />Grali kompromitująco słabo i tyle. Wiem, że to skład eksperymentalny i chłopaki nie byli zgrani, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Kompletny brak podań do napastników sprawił, że mogliśmy wyjść bez nich i tak niewiele by to zmieniło.
Dudek w świetnej formie (spaślak Boruc niech się uczy jak należy bronić)

Obrona: Kuś i Lewandowski fatalnie, Jop na 3+, Gancarczyk jak na debiutanta całkiem, całkiem. Nie bał się akcji do przodu, choć czasem z tym przesadzał i bocznym obrońcą zostawał Kosa co nie jest najlepszym pomysłem. Bosacki podobnie jak Jop poprawnie, ale bez rewelacji. Baszczu widać, że wie o co chodzi w grze w piłkę choć rzeczywiście brakło zdecydowania przy paru akcjach ofensywnych.

Pomoc: Bonin, piłkarz z mojego miasta, więc nie wypada go krytykować, ale trema pętała mu nogi. Kosowski bardzo aktywny, bardzo chaotyczny,ale to jego styl. Lubię go bo choć 10 razy piłkę straci, to zawsze 2 bramkowe sytuacje wypracuje. Szymkowiak początek profesorski, a później gdzieś zniknął. Mila cieniutko, choć miał parę dobrych zagrań. Sobolewski mało widoczny i jeśli nie wróci do swojej formy to czarno widzę pozycję defensywnego na mundialu.

Atak: Nie wypowiem się , bo nie ma o czym gadać.

Pytanie: Czy gdyby grał Żuraw to coś by się zmieniło w tym meczu? Niby jeden zawodnik meczu nie wygra i Żurawski to nie Ronaldinho, ale...



rajourney - Cz 04 maja 2006, 18:30
" />
">Czy gdyby grał Żuraw to coś by się zmieniło w tym meczu?

Żuraw to przynajmniej niezłej klasy środkowy obrońca aż dziw, że Janas promuje Bosackiego- faceta, który wolał wrócić do Poznania niżli powalczyć o miejsce w składzie w (miernym nie da sie ukryć) klubie niemieckim..

A Żurawski lepiej niech sobie wypocznie....



Ante Gregu - Cz 04 maja 2006, 19:01
" />
">Czy gdyby grał Żuraw to coś by się zmieniło w tym meczu?

Żuraw to przynajmniej niezłej klasy środkowy obrońca aż dziw, że Janas promuje Bosackiego- faceta, który wolał wrócić do Poznania niżli powalczyć o miejsce w składzie w (miernym nie da sie ukryć) klubie niemieckim..

Masz rację, to dziwna sprawa. Wg chyba prawie wszystkich obserwatorów meczów zespołu z Hanoweru, Żuraw jest tym lepszym z duetu stoperów, który współtworzy z Mertesackerem. A Per znowóż częstwo w pierwszym składzie Germanii gra. Zresztą słyszałem wypowiedzi, że młody Mertesacker wiele się uczy od starszego, bogatszego w doświadzenia Żurawia. Na Mundial jest już chyba za późno by go brać, chociaż przydałby się... Cóż, 34 lata na karku i raczej już z niego nie skorzystamy. Szkoda.


">A Żurawski lepiej niech sobie wypocznie....

We wczorajszym meczu na zmęczonego nie wyglądał. Sporo ostatnio cieniuje, ale kondycji mu odmówić nie można.



Baca - Pn 08 maja 2006, 13:46
" />E tam.
Kogo obchodzi jakiś mecz z Litwinami. Ja tam wtedy czekałem przede wszystkim na Brada Pitta i Morgana Freemana, żeby po raz kolejny zanurzyć się z nimi w odmęty wiecznie deszczowego miasta i połapać trochę religijnych psycholi. Poza tym niedaleko mojej hacjendy na Kijowskiej róg z Brzeską hajcowała się kamienica i sporo straży przyjechało, więc jak na dobrego ziomala przystało wziąłem psa i poszedłem się lansować wśród gapiów.

Mecz widziałem urywkami, początek jak "Boski" Dudi puścił szmatę żenującą, a potem końcóweczkę, jak nasze orły dokonywały cudów technicznych sztuczek. Głos oddaję komentatorom: Bosacki strzelił dobrze głową, ale nie w tą stronę.
Chociaż tekstem wieczoru i tak było: Trener J(Zł)an(m)as wykorzystał w czasie meczu wszystkich zawodników z ławki.
Dobrze jeszcze, że nie "na ławce", bo zgodnie ze straszeniem tzw. 'wolnych mediów' krzyżowcy z PiSu ocenzurowaliby do zera przez likwidację cały ten durny piłkowniczy sport w telewizji.

Cóż o samym meczu i jakości przeciwnika mogę powiedzieć niewiele.
Trener Złamas przed meczem mówił coś, że specjalnie gramy z leszczami, żeby się chłopaki ograli i pogadali.
No jak grali każdy widział choćby przez moment.
To w sumie groteskowe, że w ogóle mowa tu o czymkolwiek.
Po co był ten mecz nikt nie wie.
Kiedy inni trenerzy od lat mają już ustalony skład, trener Złamas nic nie wie. Trener Złamas się zastanawia. Trener Złamas "testuje" zawodników. Efekt jest taki, że goście którzy grają wspólnie po raz pierwszy nie licząc dwóch treningowych czterdziestopięciominutówek osiągają tak zdumiewający rezultat o jakim się nikomu nie śniło.
To kompromitacja wszystkiego co w Polsce nazywa się szumnie drużyną narodową. Zaczynam od początku i od banałów:
-Hymn - "pójdzie" z taśmy. I tak lepiej niż jakby go miała odśpiewać znowu 'szantażowana' Edyta;
-zawodnicy - to ciekawa sprawa. Większość w reprezenatcji to goście grający w zagranicznych klubach. Ba, żeby jeszcze "grający". Ten grzeje ławę, tamtego nie lubi trener, inny się obżera, inny ma załamanie nerwowe i odsuwają go od zespołu, bo jest beksą, a "ten wybrany" nie może się """"ODBLOKOWAĆ"""". Z kolei (co będzie osobną sprawą) rzekoma legenda musi grać na budzie mimo, że przez sezon nie pokazała nic i tylko ławę grzała. Przy takim konglomeracie dziwolągów ciężko cokolwiek powiedzieć.
-trener - trener Złamas jaki jest każdy widzi - dobiera dziwne terminy, wybiera dziwnych zawodników, udaje, że ci którzy grają dobrze, ale on ich nie lubi w ogóle nie istnieją.
-przeciwnicy - gramy ze słabszymi, żeby się chłopcy rozegrali tłumaczył cierpliwie trener Złamas durnym dziennikarzom, którzy nie pojmowali jego genialnej taktyki. Jak się okazało nawet Litwa jest poważnym przeciwnikiem dla naszego zespołu. Ba w końcu w "Europie nie ma teraz słabych drużyn" mówi cały nasz wspaniały sztab z PZPN. Tendencja do nowomowy i mnożenie problemów których inne reprezentacje nie mają, jest jak widać u nas normalne.
-teminy - niby tyle czasu było, niby liga mało grała, jednak nie. Mecz trzeba rozegrać w terminie "nieUEFA". Ha. I jeszcze dziwić, że zespoły nie zwalniają zawodników. Zresztą o czym w ogóle mowa, przecież większość czasu nasze gwiazdy spędzały na kręceniu reklamówek dla TP S.A. ŻENUŁA.
">Jednej osoby na tej liście zabrakło, ale dlatego, że nie zaliczyłbym jej do grona antybohaterów. Mundial coraz bliżej, a termin ogłoszenia składów zbliża się nieunikalnie. Klinsmann już wybrał, teraz pora na Janasa. Wbrew zdaniu komentatorów i praskiego Tomasza (chyba że właśnie co zmienił zdanie), już dziś zdecydowałbym o nr 1 w polskiej bramce. Dudek bronił znakomicie. Wiele jego pewnych interwencji uratowało nasz zespół przed totalną kompromitacją. Boruc notorycznie puszcza szmaty, Kowalewski też ostatnio pewnością nie grzeszy, Kuszczakowi brak ogrania w kadrze, a Fabiańskiemu doświadczenia. Pogromca w bezpośrednim pojedynku zdobywcy Złotej Piłki 2004, powinien być naszym numerem jeden, ostoją polskiej bramki, ostatnim bastionem w linii obrony biało-czerwonych, twierdzą ideałów, wzorem do naśladowania dla nastolatków, z uznaniem na Śląsku i u jakiejś pani z Gazowni, jedynym niepokonanym golkiperem WM 2006. Tylko Jurek!I właśnie Dudek. Legenda, bohater itd. Facet który w całej swojej karierze zagrał dobrze tylko przez ostatnią godzinę (wliczając dogrywkę) i karne finału Pucharu Euopy, który rozegrano w Azji.
Żenada.
Dlaczego nie Jurek ??
To bardzo proste,
zacznijmy od początku. Żeby grać w reprezentacji trzeba... grać w klubie. Jureczek nie grał w klubie, a częściej niż w bramce 'dzereds' widzieliśmy go w bloku reklamowym, jak wysyłał esemesy z domu albo zdobywał uznanie na Śląsku. Na Pradze tak uznania nie zdobędzie. Zawodnik musi grać, nie może dojść do sytuacji, że facet nagle wskakuje na całe spotkania przez cały sezon grając sporadycznie. To raz.
Dwa. Zasługi. Jurek zdobył tego całego finała CL. Wspaniale. Ale to było rok temu. Rok. Należy mu się, bo zdobył. Ha. Ale jak pisałem na gg Józef Młynarczyk i Zbigniew "Era" Boniek także zdobyli finał CL. Także mają zasługi. A mimo to ich nikt nie chce powoływać na bramkę. Tak oni nie grają, on gra. Ale nie gra tak jak rok temu. I to przeważa.
Trzy. Jakaś sprawiedliwość dziejowa, kultura. Boruc grał wybornie, Kuszczak grał wybornie, Fabiański gra nieźle, Kowalewski jest git. Oni grali cały sezon w nadziei na grę w reprezentacji. Dlaczego mamy olać ich trud, wysiłek, pracę i posadzić Dudzia który jest w stanie przepuścić piłkę między rękoma ?? W życiu.
Cztery. Bronił w meczu z Litwą. Ależ na Boga, i co z tego ?? No co ?? Od czego nas wybronił ?? Od czego ?? Od "kompromitujacej" porażki ?? Jaka to jest kompromitująca, po ilu ?? 4:0 ?? 3:0 ?? Phi. Było 1:0, z Litwinami. To już jest KOMPROMITACJA i WSTYD !!

A tam szkoda gadać. Spuśćmy zasłonę milczenia na tych patałachów.
Oni tam jadą nie w moim imieniu, ja z nimi nie mam nic wspólnego.

Lepsze rzeczy w słonecznej Katalonii.
Duma tego regionu, wspaniały klub FCB zdobył osiemnaste Campeonato, a raczej obronił siedemnaste. Zadecydowała... porażka Valencii.
Poznawszy tamtą wieść w przerwie, piłkarze wprawieni w dobry humor wygrali z Celtą Vigo 1:0, a w sobotę na własnym stadionie jeszcze 2:0 z lokalesami z Espanyolu.
Rozpędzając się powoli wesoła kompania BlauGrany szykuje się już w podróż pociągiem do stolicy Galii obowiązkowo malując na wagonach napisy "wycieczka do Paryża" jak Prusacy przed wyjazdem na front Wojny Światowej, która okazała się nie być ostatnią. Gra z Francuzami z Arsenelu na ich własnym terenie nie będzie prostą. Jednak o wynik jestem jak zawsze... tzn nie. Spokojny jestem o rezultat ergo o zwycięstwo FCB. Wynik to zawsze sprawa otwarta.

BTW: njus nowy, okazało się, że Jimmy Jump* za wskoczenie na El Madrigal i wręczenie Henry'emu koszulki FCB z jego (Henry'ego) nazwiskiem musi wyrokiem sądu zapłacić 60000 ojro. Skandal !!

Tymczasem zwała nowa. Sagan zdegradowany, czekamy na powołanie przez trenera Złamasa i na transfer do "Portu".

* to ten pan co zawsze wskakuje na bojdo i wyraża swoją miłość do FCB. Pamiętacie może wszyscy jak na ostatnim ojro jakiś typ rzucił w twarz Luisa "zdrajcy" Figo flagą AzulGrana podczas meczu otwarcia, który równie dobrze mógł być meczem zamknięcia ?? Tak, to też był Jimmy.

A tutaj bramki najceglaściejsze bramki Dennisa "NIE Latającego Holendra" Bergkampa które spakował i wysłał specjalnie dla was Grzegorz Gładki i polecił mi zapodać reszcie świata.
Z tego miejsca składam mu podziękowania. Enjoy:
http://depositfiles.com/files/47999/Bergkamp.rar.html

Co prawda nie ma tu mojej ukochanej bramki Dennisa ze światowego ojro '98 w meczu z Argentyną, chociaż tam obie bramki Holendrów były boskie, ale ta Dennisa - podanie De Boera z połowy, przyjęcie na nogę (!!) w powietrzu, zwód i strzał obok bramkarza nieziemski. Bajeczny. Cudowny. Za to kocham Oranjes. Są tacy Katalońscy.



Roy_v_beck - Pn 08 maja 2006, 14:01
" />Dudek nie grał w klubie, bo ma takiego super sławnego trenera, który posadził Polaka na ławie, mimo że żadnego błędu nie popełnił. Do tego teraz Benitez Jurka nie chciał puścić, bo potrzeba niby 2 dobrych keeperów w klubie. No, ale jak już Dudek gra w tej reprezentacji to jest lepszy od Boruca. Bramkarz Celticu, w poprzednim meczu Polski z USA bodajże, ledwo co wszedł i już wpuścił szmatę.
Więc co z tego, że Dudek nie gra w klubie, jeśli dla Polski gra najlepiej. Boruc w reprezentacji jest jak żelbetonowy kloc. Moim zadniem na MŚ powinni pojechać: 1.Dudek, 2. Boruc, 3.Kuszczak. Ten ostatni miał nie wiele rewelacyjnych meczy w tym sezonie, ale jednak przez cały czas grał bardzo dobrze i z takiego nieopierzonego łapacza, zrobił się profesjonalny goalkeeper. Co do Fabiańskiego to też powinien pojechac, ale skoro jest trzech lepszych, no to raczej nic z tego. Zresztą bramkarz Legii jeszcze jest młody, a jak w lato przejdzie do ManU to cały świat i tak o nim usłyszy.
No i na koniec Kowalewski i Nalepa, którzy niby są świetni, ale jednak rzadko ich powoływano, więc sądze że do Niemiec nie powinni jechać. Bo przecież dobry bramkarz z Angli jest lepszy od dobrego bramkarza z Rosji.




Ante Gregu - Pn 08 maja 2006, 15:38
" />
">I właśnie Dudek. (...) Żeby grać w reprezentacji trzeba... grać w klubie. (...) Jakaś sprawiedliwość dziejowa, kultura. Boruc grał wybornie, Kuszczak grał wybornie, Fabiański gra nieźle, Kowalewski jest git. Oni grali cały sezon w nadziei na grę w reprezentacji. Dlaczego mamy olać ich trud, wysiłek, pracę i posadzić Dudzia który jest w stanie przepuścić piłkę między rękoma ?? W życiu.
Nie jego wina, że przyjechał palancik z Madrytu i sprowadził ziomka, rączka rączkę myje, swoi trzymać się muszą razem, a Polaczek grzać ławę. Nie zapominajmy też, ile Jurek leczył kontuzję, przez co nie grał we wrześniowych meczach eliminacyjnych i tylko dlatego Boruc miał jakąś szansę pograć. Będziesz wypominał wpadkę sprzed 3 lat, a olewasz znaczenie osiągnięcia sprzed roku? Grał z USA, grał z Arabią, grał z Litwą, z Portsmouth - mało, ale to nie znaczy, że solidnie nie pracował, nie podnosił umiejętnośći na treningach, bo choć w klubie niewdzięcznicy, to Polska go potrzebuje. Gdy grał, prezentował się bardzo dobrze, lepiej niż Boruc. U Artura każda centra, każdy rożny, wolny może zakończyć się utratą bramki, bo chłopak nie wie jak się na przedpolu zachować. Z całym szacunkiem jaki do niego żywiłem, gra ostatnio jak ciołek. Kowalewski też ostatnimi czasy sporo bramek zawalił i jeszcze śmie myśleć, że trener obiecał zabrać na mundial najlepszych, więc i jego. Kuszczak? Rewelacyjny nie jest, a i w kadrze ogrania brak. Na takiego stawiać? Fabiański prezentuje się dobrze, ale i też doświadczenia brak, a i kiksy się zdarzają. Dudi jak gra, to na poziomie i wciąż jest jednym z najlepszych bramkarzy świata, tego się nie zapomina. Dudek i tylko Dudek. Jedyne za co można go winić to fakt, iż nie odszedł z tego śmiesznego klubu wcześniej i dał się postawić w takiej nieprzyjemnej sytuacji.


">BTW: njus nowy, okazało się, że Jimmy Jump* za wskoczenie na El Madrigal i wręczenie Henry'emu koszulki FCB z jego (Henry'ego) nazwiskiem musi wyrokiem sądu zapłacić 60000 ojro. Skandal !!
No ale chyba zrzuta jakaś będzie, a może i sam Henry kopsnie coś z pensji jakby przeszedł, choć i to coraz mniej prawdopodobne, albowiem dostał bardzo atrakcyjną ofertę z Mediolanu.


">Co prawda nie ma tu mojej ukochanej bramki Dennisa ze światowego ojro '98 w meczu z Argentyną, chociaż tam obie bramki Holendrów były boskie, ale ta Dennisa - podanie De Boera z połowy, przyjęcie na nogę (!!) w powietrzu, zwód i strzał obok bramkarza nieziemski. Bajeczny. Cudowny.
Nie daje mi spokoju jedna rzecz. Mecz z Wigan był naprawdę ostatnim? To znaczy, że nie zagra w Paryżu? Arsenal bez najlepszego zawodnika? Finał bez piłkarza o technice tak bajecznej, że aż niewiarygodnej? Dlaczego? Żeby błyszczeć mogły śmieszne gwiazdeczki Tjeriego czy Ronaldinjo? Żenuła.

Bergkamp był wielkim piłkarzem. Wychowałem się podziwiając jego grę. Wielki duet z Overmarsem, w Arsenalu i w reprezentacji Holandii. Powiadasz o jego magicznej bramce na MŚ98 z Argentyną. Ja pamiętam jego gol z Brazylią z MŚ94. Zresztą co tu mówić, podziwiać:

Skromna kompilacja bramek dla Arsenalu.
A Tribute To A Legend
Kolejna kompilacja, w tym bramki dla Ajaxu.
Dla odmiany - nie bramki, lecz asysty.
Why fly when you can walk on water?


">Za to kocham Oranjes. Są tacy Katalońscy.
To Katalonia była ostatnimi czasy taka Oranje.

Edit: Znalazłem i gola z Brazylią. Tak smakuje.



Baca - Pn 08 maja 2006, 19:24
" />Tym razem Tomasz Sławomir Piskorski przekazał linka i z tego miejsca serdecznie sobie dziękuję.
Podziwiajcie bracia i siostry Dennisa w tym decydującym momencie o losach spotkania z Argentyną w '98smym.

O reszcie się nie wypowiem. Znaczy wszystko co miałem do powiedzenia o Jureczku już powiedziałem. Argument Grzegorza zbijam tym, że Dudzia też trener "nie lubi". A Roya_von_becikowe niczym nie zbywam poza teatrem, bo on obudził się za późno i jego argumenty zbiłem w poprzednim poście, którego on widać nie dokładnie przeczytał.
Oczywiście to, że Roy zwyczajnie lubi Jureczka i chce żeby grał tylko dlatego, że go lubi, nie podlega żadnej dyskusji, ale patrząc w ten sposób może po prostu ustalmy raz na zawsze, że trenerzy wybierają tylko piłkarzy których lubią za osiągnięcia inne niż czysto sportowe, a cały sport będzie jedynie towarzystwem i kółkiem wzajemnej adoracji.

Dodam tylko, że exRasiaki (Tottenham) zapłaciły srogą cenę za sprzedanie Grzegorza, gdyż przegrali ostatni mecz z West Ham i to Arsenel gra w eliminacjach CL a nie oni. Sprawiedliwość się dzieje.

W Królestwie Niderlandów mój Ajas syn Telamona umiłowany zdobył Puchar Królestwa Niderlandów bijąc PSV. I bardzo dobrze. Klaas-Jan Huntelaar i dwa gole To jest ziomek jednak nie ma co.



FatBantha - Pn 08 maja 2006, 23:38
" />
">Nie jego wina, że przyjechał palancik z Madrytu i sprowadził ziomka, rączka rączkę myje, swoi trzymać się muszą razem, a Polaczek grzać ławę.Gadasz głupoty - Reina jest lepszy od Dudka i dlatego gra częściej - obrona zachowuje się z nim pewniej (no chyba, że Carragher i Hyypia umówili się, żeby tak udupić Jerzego) i on nie puszcza strzałów między nogami i w krótki słupek...

Podstawowa różnica między tymi bramkarzami polega na tym, że to Reina krzyczy na obrońców, natomiast gdy gra Dudek, to obrońcy krzyczą na niego.
">choć w klubie niewdzięcznicy, to Polska go potrzebuje.W klubie obiektywni ludzie.
">Gdy grał, prezentował się bardzo dobrze, lepiej niż Boruc. U Artura każda centra, każdy rożny, wolny może zakończyć się utratą bramki, bo chłopak nie wie jak się na przedpolu zachować. Z całym szacunkiem jaki do niego żywiłem, gra ostatnio jak ciołek.Tu zgoda - Boruc się chyba zbytnio podjarał grą w Celtiku i zapomniał, że nie jest Szmajchelem.
">Kowalewski też ostatnimi czasy sporo bramek zawalił i jeszcze śmie myśleć, że trener obiecał zabrać na mundial najlepszych, więc i jego. A kto to w ogóle jest? To ten o zwinności i gabarytach Liberdy?
">Kuszczak? Rewelacyjny nie jest, a i w kadrze ogrania brak.Na tą chwilę powinien być numerem jeden w kadrze - oczywiście o ile mają grać w niej najlepsi. Sprawdził się w Anglii, grał regularnie, spotykał się z dużo silniejszymi rywalami niż Boruc, bo gra w słabym klubie przeciwko najmocarniejszym, a nie w jednym z dwu silnych. Gdyby nie on, WBA spadłoby dużo wcześniej. Pamiętam jak bronił w meczu z nami... Niesamowity chłopak i nie pęka w trudnych chwilach. Swoją drogą on chyba nie do końca rozgarnięty - nie wie przeciwko komu gra i nie czuje respektu - kogoś takiego nam potrzeba. Widzi w przeciwikach nie gwiazdorów a jakichś palantów w innych koszulkach, których trzeba powstrzymać. Respekt dla niego.

">Dudi jak gra, to na poziomie i wciąż jest jednym z najlepszych bramkarzy świata, tego się nie zapomina. Dudek i tylko Dudek.Bzdura, Dudek ma rywalizować z Kuszczakiem a reszta niech jedzie na ryby.
">Jedyne za co można go winić to fakt, iż nie odszedł z tego śmiesznego klubu wcześniej i dał się postawić w takiej nieprzyjemnej sytuacji.Sam jesteś śmieszny. Wiesz, że za obrazę uczuć religijnych w tym kraju się odpowiada przed sądem?

Hehe... A Róód się obraził i zamiast na stadion pojechał do domu - Ferguson mu nakopie butem po czole jak Bekamowi. Junajtet wyznacza nowe standardy profesjonalizmu...



Ante Gregu - Wt 09 maja 2006, 10:23
" />
">Gadasz głupoty - Reina jest lepszy od Dudka i dlatego gra częściej - obrona zachowuje się z nim pewniej (no chyba, że Carragher i Hyypia umówili się, żeby tak udupić Jerzego) i on nie puszcza strzałów między nogami i w krótki słupek...
Szmaty też mu się zdarzają, jak choćby z Birmingham. 30 meczów bez puzczonego gola jest efektownym osiągnięciem, ale nie dało nawet 1/4 Ligi Mistrzów.


">Na tą chwilę powinien być numerem jeden w kadrze - oczywiście o ile mają grać w niej najlepsi.
Ale powtarzam po raz kolejny: 0 minut w reprezentacji, a to nie to samo co klub. Presja jest większa, a jak pamiętam go z młodzieżówki, w ważnych meczach psychika zawodziła. Może mu już to przeszło, a może nie i nie pokaże tego żaden z przedmundialowych meczy.


">Sam jesteś śmieszny. Wiesz, że za obrazę uczuć religijnych w tym kraju się odpowiada przed sądem?
Metoda "na Czula" prowokacji FatBanthy i zmuszenia go do włączenia się do dyskusji okazała się w 100% skuteczna.


">Hehe... A Róód się obraził i zamiast na stadion pojechał do domu - Ferguson mu nakopie butem po czole jak Bekamowi. Junajtet wyznacza nowe standardy profesjonalizmu...
Pono wyślą go do Madrytu z walizką pełną pieniędzy, a w zamian dostaną Torresa... Co ty na to Tomaszu?


">Argument Grzegorza zbijam tym, że Dudzia też trener "nie lubi".
Nijak się nie odpowiedziałeś na postawione zarzuty.



Baca - Wt 09 maja 2006, 12:24
" />
">Tu zgoda - Boruc się chyba zbytnio podjarał grą w Celtiku i zapomniał, że nie jest Szmajchelem.Dziwne, a przecież przyszedł z Legii. Jak ktoś z Legii może podjarać się jakimś tam papistowskim "keltikiem" ??
No ale Artur to tylko chłopak z Siedlec, więc "hu kers".
">A kto to w ogóle jest? To ten o zwinności i gabarytach Liberdy?Nie. To Maciej Nalepa. Kowalewski ma facjatę "kibica". Zresztą patrząc na Jopa czy Lewandowskiego to każdy nasz ziomek grający za Bugiem (nie licząc Gorawskiego) wygląda jak recydiwista.
">Bzdura, Dudek ma rywalizować z Kuszczakiem a reszta niech jedzie na ryby.Bzdura. Jeszcze się potopią patałachy. Niech jadą na grzyby. Ale koniecznie z przewodnikiem.
">Jedyne za co można go winić to fakt, iż nie odszedł z tego śmiesznego klubu wcześniej i dał się postawić w takiej nieprzyjemnej sytuacji.Sam jesteś śmieszny. Wiesz, że za obrazę uczuć religijnych w tym kraju się odpowiada przed sądem?Jasne, że śmieszny. Śmieszny komunistyczny klubik.
Co to za zespół co trzyma zawodnika jak w kołchozie, daje grać w jakichś trzecioświatowych rezerwach i nie chce puszczać na mecze do równych rezerwom poziomem zaprzyjaźnionych demoludów czyli tzw. "reprezentacji" ??
">A Róód się obraził i zamiast na stadion pojechał do domu - Ferguson mu nakopie butem po czole jak Bekamowi. Junajtet wyznacza nowe standardy profesjonalizmu...Nie rzucim ziemi skąd nasz Róód (Rood ?? Hobin Rood ?? ) !!

Zwracam też uwagę, że napisałeś Beckham fonetycznie jak Dario Esh.
">Szmaty też mu się zdarzają, jak choćby z Birmingham. 30 meczów bez puzczonego gola jest efektownym osiągnięciem, ale nie dało nawet 1/4 Ligi Mistrzów.A w meczu z Portsmouth puścił szmatę, a pan z Polsat Sportu powiedział, że nie miał szans.
Phi. Nuży mnie już ta powtarzana w kółko mantra, że jak Dudi puszcza gola to zawsze: "nie ma szans", "ewidentna wina obrońców", "daleki niesygnalizowany strzał w 'samo okienko' (najbardziej bawi jak piłka leci w środek bramki) a Jurek był na dodatek zasłonięty" albo też (kiedy już absolutnie nie ma czym go usprawiedliwić) "no cóż za niefortunny kiks przydarzył się naszemu bramkarzowi, ale błędy zdarzają się przecież nawet najlepszym".
Trzeba powiedzieć sobie jasno - nienawidzę "świętych krów". A Dudi, M'Otylia, Małysz czy Kwaśniewski to są właśnie sztandarowe święte krowy. Małysza co prawda przez jego porażki przestali już chołubić, jego zresztą zawsze to wk*rwiało. Za to Dudi, Otylia-morderczyni czy Kwach pijany w Charkowie (słynna chora "goleń") są cool.
Może i są, ale obiektywnie nie dla mnie.
">Ale powtarzam po raz kolejny: 0 minut w reprezentacji, a to nie to samo co klub. Presja jest większa, a jak pamiętam go z młodzieżówki, w ważnych meczach psychika zawodziła. Może mu już to przeszło, a może nie i nie pokaże tego żaden z przedmundialowych meczy.Może być, że tak, a może być, że nie. - "Asteriks. Wyprawa dookoła Galii."
Ja tam wolę być pewien ogranego bramkarza, niż nieogranego.
">Metoda "na Czula" prowokacji FatBanthy i zmuszenia go do włączenia się do dyskusji okazała się w 100% skuteczna.Grzegorz Halama Oklasky
">Pono wyślą go do Madrytu z walizką pełną pieniędzy, a w zamian dostaną Torresa... Co ty na to Tomaszu? Pisałeś mi to przecież już, ale dobra. Walizka się pewnie zgubi lub zostanie podmieniona. Zresztą El Nino nie pojedzie na Wyspy. Po co ?? Tam grają sami pierdziele. Jedynym ludzkim klubem jest francuski Arsenel.
">Nijak się nie odpowiedziałeś na postawione zarzuty.Oczywiście. Zgadza się. Nawet napisałem, że nie odpowiadam.

BTW: winny wyjaśnienie jestem. W fajnal for Ojroligi FCB oczywiście przegrała oba mecze, więc nie będzie bardzo cool. Są za to dwie wersje. Dla pesymistów zatem wersja: w CL też przegrają prawem analogii, jak tu przegrali. Dla optymistów zatem wersja: wygrają skoro tam przegrali, to teraz mogą już tylko wygrać.
Jestem pesymistą co prawda, ale w cuda nie wierzę. A zwycięstwo ludzi Wengera bez Dennisa (z nim zresztą też ) jest niewykonalne. Miliony Francuzów przeżyje szok większy niż podczas wojny prusko-francuskiej.



Roy_v_beck - Śr 10 maja 2006, 20:47
" />I tak zakończył się Puchar UEFA. Trofeum pojechało do Hiszpanii. A ja się cieszę, że wreszcie obejrzałem prawdziwy mecz.
Po żenujących półfinałach Ligi Mistrzów, zacząłem oglądać mecze Prokomu Sopot, a nawet Lotosu Gdynia i to w telewizji. Ten finał, był pierwszym meczem pucharu UEFA, który oglądałem. Bałem się, że będzie nudno, lecz się nie zawiodłem. Tak wogóle to w tym finale padło dwa razy więcej bramek niż w półfinałach LM, straszne.
No, ale nie będę pisał jak i co było, kto nie oglądał niech poprostu żałuje. Ja dodam tylko, że od teraz ogromnie szanuje Stevena McLarena. Ten trener, na przekór ogólnie przyjętym praktykom, gdy jego zespół przegrywał 0:1, wprowadzał napastników zamiast obrońców. No i co? No i przegrał. Lecz nie to jest ważne, ważny jest styl i zapewnienie widzom rozrywki. To był finał i tutaj powinien wygrać lepszy, a nie cwańszy. Ciesze się, że mogłem oglądać, prawdziwą, ofensywną grę, a nie zabawy z piłką, pod własną bramką. Ciesze się, że obydwa zespoły atakowały, bo dzięki temu mecz był dobry. Ciesze się, że wreszcie wygrał prawdziwy futbol, a nie głupia taktyka. Żałuje jedynie, że Viduka nie wyrównał, chodź miał do tego dwie wyborne okazje, oraz że sędzie nie podyktował karnego dla anglików, należało się im. Mecz mógł się potoczyć inaczej, lecz tak jak było też mnie usatysfakcjonowało.




Baca - Cz 11 maja 2006, 15:57
" />Najpierw z podwórka krajowego:
(Ante będzie protestował pewnie)
Najgorszy sezon w historii !! Dzieci Stolicy spadły do II Ligi, a zespół z przedmieścia został mistrzem. Hańba !!

Teraz Ojropa i Świat, jak w pewnym nowym 'opiniotwórczym' "waszym" (Axela Springera ) Dzienniku.
Pierwsze starcie pucharowe za nami. Po nienajgorszym, choć momentami bezbarwnym spotkaniu, Puchar UOjFA pojechał do słonecznej Andaluzji. Brytolskość doznała za to druzgocącej porażki na jaką od dawna zasługuje. Boro rozgromione. Co prawda wszystkie bramki poza pierwszą były wynikiem "otwarcia się" zawodników z Wyspy. Co 'druga prawda' pierwsza, jednak nie. I to właśnie wielki plus. Hiszpanie potrafili zaatakować skutecznie. Strzelili bramkę, dalej atakowali, ale i momentami skutecznie się bronili. Middlesbrough miało okazje, nie wykorzystało ich. Tak jest w piłce. Tomasz Jasina bardzo się nad tym rozwodził. Mówił o ci też mają sytuacje... ale nie wykorzystują. Taka piłka. Kto "wykorzystuje" wygrywa. Kto wygrywa jest lepszy.
Kontrowersje były, a jakże. Karny. Karny był. Kolo wskoczył gościowi na plecy, jak w półfinale Arsenelu z Submarnos Amarillos. Sędzia wał i nie odgwizdał. Fauli też nie gwizdał. Boro cięli, a jedyne żółte kartki dla Sevilli za opóźnianie gry.
Komentator Jasina też był marnego sortu, czyli stałego dla siebie. Nauczył się tej prostej podstawy, że "ele doble" ( "ll" ) czyta się jak nasze "jot", stąd "Sewija". Niestety zabrakło mu równie elementarnej wiedzy, że Middlesbrough to "Midylsbro", a nie "Midylsboro".
Podobnie miało się z liczeniem. Wiedział, że jak jest np. 30:42, znak, że trwa trzydziesta pierwsza minuta spotkania. Ale hardkorem poleciał przy latach: "Trzydziestoletni (nie pamietam niestety kto dokładnie) miesiąc temu obchodził trzydzieste pierwsze urodziny".
Oczywiście mogło mu chodzić ogółem - "trzydziestolatek" jako gość który ma powyżej 30stu lat i mniej niż 40ści, lecz mimo wszystko nie posądzałbym go o to.
Najlepsza była trzecia bramka, ta ze strzałem po koźle. Chociaż główka również wyborna.
Prawdziwie wymiatał jeden z kibiców z Andaluzji którego pokazywali od momentu pierwszej bramki, z przerwami aż do końca, jak płakał, dzwonił, żegnał się itd. Robił to z wielką emfazą. Pogodny typ.

Już za tydzień zwieńczenie sezonu. Tylko, że mie będzie to żaden rewanż, jak na gg szepcze mi FatBantha, bowiem w finale CL nie grają Brytole z Espaniolami.
Zdradzę Wam zatem tą tajemnicę - w finale CL, moi mili, grają Katalończycy z Francuzami.
I to dosłownie - w składach roi się od przedstawicieli obu tych nacji. To, że oba kluby grają też odpowiednio po katalońsku i francusku ma mniejsze znaczenie.
Niech wygra lepszy. A wiadomo, że wygra.



Ante Gregu - Cz 11 maja 2006, 21:36
" />
">(Ante będzie protestował pewnie)
Nie będę protestował. Zwyczajnie zleję twoją wypowiedź i dalej będę chodził z uśmiechem na ustach, dumny z mistrzostwa.

">Pierwsze starcie pucharowe za nami. Po nienajgorszym, choć momentami bezbarwnym spotkaniu, Puchar UOjFA pojechał do słonecznej Andaluzji. Brytolskość doznała za to druzgocącej porażki na jaką od dawna zasługuje. Boro rozgromione.
Jak już chyba wcześniej ci wspominałem Tomaszu, awansowali oni bardzo szczęśliwie i z góry wydawali się jechać po baty. Za to jak widziałem Sevillę imponująco walczącą z Schalke 04... To był futbol.

">Komentator Jasina też był marnego sortu, czyli stałego dla siebie. Nauczył się tej prostej podstawy, że "ele doble" ( "ll" ) czyta się jak nasze "jot", stąd "Sewija".
Oj Tomaszu, zapomniałeś że "v" wymawia się niczym lekko zmiękczone "b", a więc winno być "Sebija".

">Zdradzę Wam zatem tą tajemnicę - w finale CL, moi mili, grają Katalończycy z Francuzami.
A zauważyłeś może postępującą iberyzację francuskich londyńczyków? Chyba powoli trzeba zacząć nazywać ich Europejczykami.

A Piotrek Dziurowicz działa w Italii. Juve grozi degradacja do Serie B. Zarząd poda się do degradacji. Ponoć mecze ustawiali jeszcze Fiorentina, Lazio, Udinese, Siena, Messina i jacyś 3 drugoligowcy, a w dodatku Inter wygrywa Puchar. Płw. Apeniński stanął na głowie. Zwała.

">Ten finał, był pierwszym meczem pucharu UEFA, który oglądałem.
Żałuj. Kupa ładnych meczy była. Alkmaar z Betisem, genialny dwumecz Schalke z Barceloną, derby Bukaresztu, Sagan ze swoją Vitorią. Ładne to było i ciekawsze niż sezon temu.



Baca - Pt 12 maja 2006, 09:03
" />
">Oj Tomaszu, zapomniałeś że "v" wymawia się niczym lekko zmiękczone "b", a więc winno być "Sebija". Nie, nie zapomniałem. Celowo nie pisałem. Gdyby zająć się wszystkimi "sebijami", "sebillami" et cetera wydłużyłbym bez sensu całą tą durną lingwistyczną część monologu. Zresztą to zależy, niektórzy Hiszpanie i tak wymawiają "v" zamiast "b", z tym to już dowolność. Ważne jest "ele doble" i "jota" czytana jako nasze "h" albo i "ch".
Dziwne tylko, że z kolei Ty zapomniałeś, że np. w Argentynie "ele doble" czyta jako "zi", stąd Wilhelm-Guillermo to "Giźermo" w Ameryce Łacińskiej albo "Gijermo" na półwyspie Iberyjskim.
">A zauważyłeś może postępującą iberyzację francuskich londyńczyków? Chyba powoli trzeba zacząć nazywać ich Europejczykami.Zależy. Cesc mówi oczywiście po catalŕ, ale Reyes grał właśnie w Sevilli, a Almunia to nawet nie wiem. Lecz rzeczywiście proces taki nieodwracalnie następuje.
">A Piotrek Dziurowicz działa w Italii. Juve grozi degradacja do Serie B. Zarząd poda się do degradacji. Ponoć mecze ustawiali jeszcze Fiorentina, Lazio, Udinese, Siena, Messina i jacyś 3 drugoligowcy, a w dodatku Inter wygrywa Puchar. Płw. Apeniński stanął na głowie. Zwała.Dokładnie. Kupili sobie Wikinga (Zlatan) do wygrywania, ale postarali się też o wsparcie ludzi w czerni. Jak widać nie udało się. Pytanie tylko czy tam też sędziowie chowali kasę w zapasowych oponach.
">Żałuj. Kupa ładnych meczy była. Alkmaar z Betisem, genialny dwumecz Schalke z Barceloną, derby Bukaresztu, Sagan ze swoją Vitorią. Ładne to było i ciekawsze niż sezon temu.Tylko, że chyba z Espanyolem.

Z kolei śmieszna sprawa. 'Keltik' jeździ z Borootzem i Rzóóraffiem po Brytollandii, gra w pożgnalnych meczach i przegrywa z kim się da. Najpierw z MaN Utd, żegnali Roya Keane'a - 0:1. Potem z Newcastle żegnali Shearera 2:3, a trener Strachan sadza Artura na ławie, żeby odebrać mu szansę gry na Światowym Ojro - skandal !!

A na dodatek trener Złamas wybrał już 'Franka' na grajczego na Śwaitowe Ojro. Skandal !!



Jacen - Pt 12 maja 2006, 14:22
" />(dzięki moderskiej uprzejmości jednak to miejsce okazało się właściwe )

Włocławski zespół koszykarski ANWIL pokonał dzisiaj w Sopocie PRokom Trefl Sopot po wspaniałym meczu 83:74.
Od początku było widać, że spotkanie będzie przebiegać zupełnie inaczej, niż pierwsze, które niestety włocławski klub przegrał. Anwil od początku starał się narzucić swój styl gry, stosował agresywna obronę, z której w końcu słynie i tak w drugiej kwarcie po wspaniałym pokazie gry defensywnej zdobył wysoką przewagę, która Prokom wprawdzie sukcesywnie zniejszał, ale całkowicie zniwelować już nie zdołał.
Na zwycięstwo największy wpływ miało trzech koszykarzy, którzy byli dziś w fenomenalnej dyspozycji po obu stronach boiska, nieustepliwie broniący, jak i świetie konczący akcje Ed Scott, Michał Ignerski i Pete Lisicki. Wszyscy seryjnie trafiali, wymuszali straty, przchwytywali piłki, grali twardo i z charakterem, dając popis wspaniałej koszykówki. Na pochwałe zasługują wszyscy. Głównie włsnie za defensywę, z której ANWIL słynie, ale dziś chcąc wygrać musiał ustanowic klasę samą dla siebie.
W finale jak na razie remis 1:1
Najbliższe dwa mcze we Włocławku, i trzeba będzie się szarpnąć na bilety. GO ANWIL!



rajourney - Pn 15 maja 2006, 19:02
" />A wydawało się mi, że Nasz ukochany trener niczym mnie już nie zaskoczy- a jednak...Pomijam fakt, że zostawia Dudka ale że zabiera zawodników o nazwiskach:
- Łukasz Fabiański (Legia Warszawa),Dariusz Dudka (Wisła Kraków), Sebastian Mila (Austria Wiedeń), Piotr Giza (Cracovia), Damian Gorawski (FK Moskwa).

Ciekawi mnie szczególnie argumentacja dotycząca Mili- który mam wrażenie, że juz pierwszej nocy w Niemczech zacznie tesknic za domem i swoim ulubionym pluszowym misiem- i Dudka. Ciekawe czy Jansa wspomni cos o tym, ze Dudek nie grał w klubie i nie jest go pewny. I ciekawe co robił przez rok Mila- oprócz wzdychania? I czy Gorawski nie leczył permanentnie kontuzji?[/i]



Carven - Pn 15 maja 2006, 19:02
" />Widzialiście skład Janasa na MŚ?

SZOK

W sumie Janas stawia wszystko na jedną kartę, może wiele zyskać, ale równierz wiele stracić.. Mam pewne zastrzeżenia:
- Mila
- Brożek
_Rasiak
- Lewandowski

Brak Dudka i Frankowskiego...
Hm.. Sporo ryzykuje, cóż, niezła niespodzianka, zobaczymy co Janasowi z tego wyjdzie ":)



Niko - Pn 15 maja 2006, 19:58
" />Brawo Janas! Dobrze, że nie wybrał zawodników wedle zasług, ale wziął pod uwagę aktualną formę. Jerzy Dudek i Tomasz Frankowski przyczynili się do awansu naszej reprezentacji w sposób znaczący, ale na Weltmeisterschaft 2006 nie powinno się jechać za zasługi, czy za nazwisko. Więc wielkie brawa dla Janasa. Podjął rozsądną decyzję, ale nie chiałbym być w jego skórze, gdy reprezentacja Polski nie wyjdzie z grupy. Z innym składem brak awansu do nastęopnej rudny byłby pewny, a tak są chociaż szanse. Jednak jak widać po ankietach 71% internautów krytykuje decyzję Janasa o nie zabraniu Dudka i Frankowskiego. Jak wywalczą coś w Niemczech to będzie Janas najlepszy, jak nic nie zrobią to straci pewnie posadę. Taka jest nasza polska rzeczywistość.



Roy_v_beck - Pn 15 maja 2006, 20:57
" />To co wyżej wspominacie to też prawda, ale dla mnie największym zaskoczeniem jest Paweł Brożek. Zawsze oglądam Magazyn Orange ekstraklasa i stwierdzam, że to straszny partacz. Zresztą kiedy on ostatnio w reprezentacji grał? A Janas tak uzasadnia jego powołanie: "To piłkarz, który w przyszłości może być wielkim zawodnikiem." Mistrzostwa to teraźniejszość, skoro mamy większych zawodników, to trzeba było ich brać.
Podobnie Jeleń, w ostatnim meczu grał dobrze, ale mimo wszystko Saganowski był lepszy. Czy kilkanaście bramek w lidze portugalskiej, lub kilkadziesiąt bramek w lidze cypryjskiej, nie robią na Janasie żadnego wrażenia? Po ostatnim meczu, Rasiak zasłużenie pojechał na mundial, ale Jeleń i Brożek?
Obrona też jest dziwna. Garncarczyk, o którym sam Janas powiedział "Miejmy nadzieję, że dalej będzie się sprawował lepiej niż dotychczas." , pojechał na mundial i co? Przeciwko Niemcom będzie grał lepiej niż przeciwko Litwie? Zajebista logika. No i Lewandowski też jedzie, tylko dla tego, że jest ulubieńcem Janasa. Nie pamiętam, aby pomocnik Szachtara rozegrał kiedykolwiek naprawde dobry mecz w reprezentacji. Nie wiem czemu Kłos został, zawsze gra dobrze, a czasami nawet bardzo dobrze, no i jak na obrońcę to całkiem duzo bramek strzela.

Tak moim zdaniem, to Janas wziął na mistrzostwa młodzież, żeby się ograła. Ale za przeproszeniem, kurwa po co? Czy to są jakieś mecze sparingowe? Raz na cztery lata jest szansa, żeby zagrać w takiej imprezie, a trener biorąc graczy, którzy będą dopiero przyszłością polskiej reprezentacji, osłabił nasz skład. Teraz to już nie widzę wyjścia z grupy. No bo kto ma bramki strzelać?
Nie mogę, taka szansa, a Janas bierze młodzież do ogrywania. Po co? Żeby w 2012 roku, nie zrobić siary na Euro? Żeby za 8 lat na MŚ moglibysmy wyjsć z grupy?
To tak jak w polityce. Za 10 lat będziemy żyć w zajebistej Polsce, ale do tego czasu musicie przecierpieć, że jest do dupy.
Taka szansa i zmarnowana. Na mundialu liczę za anglików.



Ante Gregu - Pn 15 maja 2006, 21:43
" />A ja jestem tak rozsierdzony, że nie skomentuję.

Wyrażam tylko wielki żal z powodu nieobecności Jurka Dudka i Marka Saganowskiego.



FatBantha - Wt 16 maja 2006, 11:16
" />
">Szmaty też mu się zdarzają, jak choćby z Birmingham. 30 meczów bez puzczonego gola jest efektownym osiągnięciem, ale nie dało nawet 1/4 Ligi Mistrzów.Zdarzają się, nawet w sobotę, w Wielkim Finale puścił dwa gole, których puścić nie powinien... ale odkupił swe winy w karnych.

13-tego pojechałem ze znajomymi do Katowic, do czegoś co się zwało Bohema Art Pub - miało tam miejsce Śląskie Spotkanie Fanów LFC z Całej Polski (nieorganizowane przez Cetę i Joruusa). W zasadzie Finał FA Cup był pretekstem, aby zobaczyć starych znajomych z Warszawy (Istampool 25.05.2005), Knurowa (benefis Jerzego De, pominiętego niedźwięcznie przez Dżanasa, na który przyjechał Szmicer z Baroszem).

Byliśmy świadkami kolejnego legendarnego meczu. Konstantynopol się może schować. Jeśli myślicie, że to był najbardziej dramatyczny mecz ostatnich czasów - mylicie się. To co się działo na Millenium Stadium w Cardiff przebiło zarówno Puchar UEFA z 2001 z Alawesz jak i nasz comeback z Ligi Mistrzów.

Pomijam już rangę, bo dla fanów niebrytolskiej piłki, tak zwanych eurotraktorzystów, nie mających pojęcia o hierarchii wartości w footballu, FA Cup może być czymś porównywalnym z rozgrywkami pucharowymi serwowanymi naprzemian z Primierami Division, Serie Ami i innych Bundesligami. To nie jest jakiś tam pucharek króla-lula, tylko najstarsze rozgrywki piłkarskie na świecie. Niemce zajmowały się gimnastyką a Hiszpanie korridou, gdy cywilizowany naród stworzył sobie jakieś sensowne rozgrywki, coby nie kopać bez ładu i składu. Liga nie istniała, Puchar był rozgrywany rok w rok.

Jego 125 edycja była czymś specjalnym. Po raz siódmy wygraliśmy to trofeum i było to najpiękniejsze zwycięstwo w tych rozgrywkach - 1965, 1974, 1986, 1989, 1992, 2001 - to były niezłe mecze, no może poza ostatnim, w którym graliśmy naprawdę biednie, ale Owen 2 strzelił pod koniec, ale czegoś tak artystycznie pięknego nie było. Jasne, zdarzały się chwile niemożliwości, w których Grobelaar wyciągał TAAAKI strzał, ale jeszcze żaden mecz nie był sam w sobie chwilą niemożliwości...

Wyglądał tak wspaniale, dzięki temu, że wszyscy byli wykończeni sezonem. 63 mecze to za dużo. Liverpool pchał się od pierwszej rundy kwalifikacyjnej w CL, teraz wyszła nam bokiem ilość rozgrywanych spotkań. Wszystkich łapały skurcze a samo spotkanie było zaprzeczeniem wszystkiego - najlepszy obrońca strzelił samobója, najlepszy bramkarz zawinił przy dwóch bramkach, gra się nie kleiła i brakowało koncentracji - na opak... Czerwoni jednak wznieśli się na wyżyny heroizmu i zapieprzali do końca, tak jak się to robi na Wyspach, fundując kibicom kolejny dreszczowiec z hepi-endem.

Ludzie w pubie już się modlili, aby to się skończyło, obojętnie było im już kto wygra, ale błagali by całe napięcie kumulujące się przecie w tłumie, by cały ten ciężar ściągnięto z ich barków. Nie wysłuchano ich modłów. Czy-czy i karne.

O ile Istambuł był kompletnie przewidywalny i było jasne, że Włochów da się pokonać, jeśli strzeli się chociaż jednego (bo to takie ciapy bez charakteru, karnych strzelać nie potrafią, nie walczą do końca i nie stać ich na żadne heroiczne wyczyny, bo ligę se ustawiają), tak z West Hamem, kuźnią atlentycznych talentów nie było to takie pewne - wiadomo, harde to takie jak trzeba, zamuruje się i koniec, Panie... głową w mur.

Ale nie... ale nie... Przebiliśmy się. W ostatniej chwili. Gerrardem... Resztę wieczoru skradł Pepe Reina.

Wielu z Was nie widziało pewnie bramek, a co tu dopiero mówić o meczu, a to z powodu niewykupienia licencji (baaardzo drogiej) przez inne telewizje poza C+, dlatego rzucę torrentem. Pierwsza połowa waży 481,24 MB, reszta wraz z dogrywką i karnymi 1059,18 MB. Nagranie jest w wysokiej jakości, stąd jego waga. Naprawdę warto ściągnąć, o ile się jest faktycznie miłośnikiem światowego, dramatycznego i heroicznego piłkownictwa okraszonego patosem. To jedno z tych spotkań, w których przez cały czas sypią piachem po oczach, a człowiek i tak zwycięża...

Ten mecz to poważny argument przeciw mojemu deizmowi - Bóg nosi czerwoną koszulkę.

http://tracker.denness.net:6969/stats.h ... 82421b5cbe

http://tracker.denness.net:6969/stats.h ... b51dff2325



Aaa, bo tu się rozmawia o polskiej reprze... Powiem krótko, Janas zrobił nieźle, tylko nie pasuje mi, że wziął Fabiańskiego zamiast Dudka. To prezent za Mistrzostwo Polski? W każdym razie, Dudek nie musi jechać na mundial. Janas nie jest w stanie mu zaszkodzić. Uznanie już zdobył - rok temu. Szkoda tylko, że Boruc jest uważany dziś za lepszego. Kuszczak powinien bronić na Światowym Ojro, a Frankowski nie powinien mieć pretensji - jak się bramek nie strzela, to się później tak kończy. C'mon Raziyack!



Keiran Halcyon - Wt 16 maja 2006, 16:53
" />Kiedy Janas podawał skład na mistrzostwa przeżywałem szok za szokiem. Po pierwsze brak w składzie Jerzego Dudka. Dla mnie był to bramkarz numer jeden. Miejmy nadzieję, że teraz jako pierwszy naszej bramki będzie pilnował Boruc.
Wydawało mi się, że na mistrzostwach nie ma miejsca na eksperymenty i tam musi grać zespół, który na boisku rozumie się bez słowa. Cóż... człowiek całe życie się uczy. Brak zawodników, którzy tworzyli trzon reprezentacji w czasie eliminacji jest dla mnie zaskoczeniem. Tomaszowie Rząsa i Kłos w obronie.
Ale w ataku to już szok totalny przeżyłem. BRAK FRANKA!!! Obstawiałem, ze z Żurawskim będą stanowić podstawowy duet naszego ataku. Ale po kilku minutach naszła mnie pewna myśl, która może to wyjaśnić. Franek ostatnio nie grał (ot odkrycie jeśli chodzi o polskich reprezentantów. Mila częściej oglądał mecze z trybun, a grał łącznie ponoć jakieś 10 minut. Ale o tym może później). Zatem Franek… Sam jest sobie winien. Gdyby nie odchodził z Wisły do hiszpańskiej drugiej ligi, a później to samo na wyspy – już mu gratulowałem ambicji – to na mistrzostwa by pojechał. Smutne ale prawdziwe. Poza tym ostatnie kontuzje łowcy bramek. Mniejsze, większe ale zawsze to urazy. Na mistrzostwach na kontuzje nie ma miejsca. Sorki Franek ale to za duże ryzyko brać zawodnika, który będzie potrzebował zmiany po 25 minutach. Rasiak… Sam nie wiem co mam powiedzieć. To samo jeśli chodzi o Jelenia. Brożek. Zią z mojego miasta… Wychował się w dzielnicy po przeciwnej stronie mojej metropolii… Na czarne kości Imperatora. Chcę wierzyć, że sobie gość poradzi bo scyzorykiem się jest i już. Mimo wszystko coś mi mówi, że da sobie radę. W kadrze widziałbym raczej Niedzielna lub Saganowskiego. Ale to Janas decyduje i to na niego spadnie odpowiedzialność…
Zamiast Mili już mi bardziej pasował Bonin. I to nie dlatego, że gra mojej w Koronie.
Tymczasem wróćmy do problemu zgrania o ogrania wybrańców, którzy poniosą Nasze marzenia w Niemczech. Większość z nich to młodzi gości co ze sobą mało grali. Czy Brożek albo Rasiak kiedyś grali w ataku razem lub z Żurawiem??? Jeśli tak to niech mi ktoś przypomni.



Ante Gregu - Wt 16 maja 2006, 17:22
" />
">Czy Brożek albo Rasiak kiedyś grali w ataku razem lub z Żurawiem??? Jeśli tak to niech mi ktoś przypomni.
Żurawski + Rasiak - ostatni mecz z Anglią, dopóki Maciek nie zszedł, wcześniej Polska - Islandia, ostatnie mecze eliminacyjne z Walią, Austrią, część meczu z Izraelem na turnieju Łobanowskiego i to żeby wymienić tylko te ostatnie, bo można wymieniać sporo meczów od czasów dawien dawnych, jak choćby słynny triumf Janasa nad Włochami.

Brożek natomiast, Brożek to jest z d... wyjęty.

W dalszym ciągu nie skomentuję wyborów, bo jeszcze po mnie dreszcze chodzą.



FatBantha - Śr 17 maja 2006, 14:30
" />I jak, skusił się ktoś na Finał?

Ech, dziś pan Jerzy mówił, że nie wie z kim noc spędził Janas. Ja wiem. Z Krystyną z gazowni - oboje ustalili, że będzie dla nich lepiej, gdy Dudek na Mundial nie pojedzie.

Że Frankowskiego nie ma, to dla mnie nie dziwota - jak się nie strzela, to się nie należy... Jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz. Grzegorz jest najlepszy.

A dziś Arsenal podejmować będzie u siebie, w Paryżu, Barcelonę. Steven dzwonił do Henry'ego i go ostro wspierał, rewanżując się za ubiegłoroczne telefony Francuza przedistambulskie. Kumplują się bardzo, a Thierry nie korzysta raczej z Telekomunikacji Polskiej, bo ma kasę na takie rozmowy - do Rnldnh też ponoć tezewonił. Dudek to tylko SMSy może pisać.

Fajnie by go mieć, tego Henry'ego u siebie. Zamiast El Morona, który się kompletnie na Wyspach nie sprawdził. Dziadostwo z Realu. Trza będzie kogoś kupić - Benta a może Defoe... Się zobaczy, ale Henry byłby naprawdę fajną opcją: Henry-Crouch, Henry-Cisse, Henry-Fowler...

Niech Francuz wygra ten Puchar. Jestem za Arsenalem całym sercem. Grali nieźle za Wengera i tylko tego im jeszcze brakuje do kolekcji. Niech mają. To skromne chłopaki, które wiedzą o co chodzi w futbolu.



Czulu - Śr 17 maja 2006, 18:54
" />Moze mi ktos wyjasnic dlaczego nikt nie lubi Rasiaka mimo ze jego imie nadano temu tematowi ?



Jacen - Śr 17 maja 2006, 19:40
" />No wypowiem się o pierwszej połowie.
Widziałem piękna walke przez pierwszy kwadrans. Widziałem koszmar, kiedy czerwoną kartkę dostał Lehmann. Widzaiałem bohaterska walkę. I widziałem idealna asystę zakończoną pięknym strzałem Campbella w 37 minucie.
Powiem wam jedno.
Od dzisiaj, niezaleznie od wyniku tego meczu, kibicuję Arsenalowi. Trzymałem kciuki za ten zespół od oczątku tej edycji ligi mistrzów.
Wiem, że Baca i Banthuś zaraz nazwą mnie sezonowcem, albo kimś jeszcze gorszym. Wiedźcie, e nie jestem nikim takim,o czym zreszta już kiedys rozmawialismy w tym temacie. Do tej pory nie interesowąłem się futbolem. Od jakiegos rku, może mniej zaczął mnie iteresować na tyle, aby patrzeć na cos więcej niz li tylko wyniki w telegazecie.
Przez ten rok obserwowałem wiele klubów.
Ten mi przypasował. Niko, o ile tu zajrzy przyzna, że juz 3 lata temu, iedy pirwszy raz rozmawialiśmy w liceum o piłce nożnej wyznałem mu, że interesuję się Arsenalem. Dzis ta hisotria się dopełnia.
Kibicuję Arsenalowi.
Mam nadzieję, że Fat i Bacus będą litościwi



Niko - Śr 17 maja 2006, 20:53
" />Moja reakcja po pierwszej połowie:
Arsenal nawet w 10 jest genialny. Brawo za poświęcenie Lehmana, poświęcił się za stuprocentową bramkę i na razie było warto. A rezerwowy bramkarz też nie jest zły. Jak piekne wyekpediował piłkę na słupek. Błąd sędziego był, gdyż rzutu wolnego nie było, po którym padła bramka, ale kogo to obchodzi. Szczęście spzryja lepszym. A występ Barcelony jest jednym z najsłabszych jakie oglądam. Przpomina się finał MŚ 98, kiedy Brazylia była nie tą samą drużyną. Zaś występ Ronaldhinio to nie ten sam człowiek, zupełnie jak Ronaldo wtedy. Zniknął nawet ten jego banan na twarzy. Glory, glory Arsenal!!!

Po drugiej połowie:

Uczcijmy ten czarny dzień futbolu minutą ciszy.

Arsenal pokazał, że jest drużyną z charakterem, potarfił bronić się przez całe spotkanie. Ba, nawet strzelił bramke. Zaś 5 minu Bracelony to przypadek. Szczęśliwe zrządzenie losu. Tak się nie zdobywa uznania. TO Arsenal zasłużył na BRAWA. Angielska drużyna pokazała charakter, zaś Katalończycy mieli więcej szczęścia niż rozumu i umiejętności. gra Ronaldhinio była przeciętna, piłkarz ten nic nie pokazał dzisiaj, zaś trofum wywalczył bramkarz rezerwowy Arsenalu. Arsenal ma charakter i zyskał wiele dzisiaj w moim oczach. Zespół ma wole walki i zaprezentował się doskonale.

Choć każde dziecko wie, że moim jedynym klubem będzie na zawsze Manchester United. Jacen wybrałeś Arsenal i szanuje tę decyzję. Prawdą jest, że kibicowałeś tej drużynie już 3 lata temu, zaś zadeklarowanie się w chwili porażki zespołu świadczy o tym, że wiesz co to jest prawdziwe kibicowanie. Zaraz zjawi się tu pełno quasi-kibiców Barcelony, którzy, podobno, kibicowali jej od dziecka. Będzie tak samo jak w tamtym roku z Liverpoolem. Niektórzy są jak chorągiewki na wietrze. Ja zaś od ponad 8 lat wierny jestem CZerwonym Diabłom. Dzisiaj de facto kibicowałem przeciw. Przeciw barcelonie.



KoZi - Śr 17 maja 2006, 21:18
" />
">Zaraz zjawi się tu pełno quasi-kibiców Barcelony, którzy, podobno, kibicowali jej od dziecka.
W ciągu 15 minut po meczu, w sieci, na GG, IRCu itd. widziałem ich ok. 50-60. Mam tego dość. O samym meczu, a także może i o aferze w Calcio wypowiem się jutro lub pojutrze. Muszę to przeanalizować. A póki co, stay tuned!
FORZA INTER!

PS. Baca - gratulacje!



Jacen - Śr 17 maja 2006, 21:25
" />
">Jacen wybrałeś Arsenal i szanuje tę decyzję. Prawdą jest, że kibicowałeś tej drużynie już 3 lata temu, zaś zadeklarowanie się w chwili porażki zespołu świadczy o tym, że wiesz co to jest prawdziwe kibicowanie. Fakt, Arsenal był pierwszą drużyną, na jaką zwróciłem uwagę, kiedy zacząłem intersować się piłką. Dopiero jdnak w tym roku, podczas tego sezonu i tej edycji ligi mistrzów zrozumiałem, że tak naprawdę kocham ten klub. I choć interesowałem się w mniejszym lub większym stopniu kilkoma innymi, to jednak londyńskich kanonierów nosze w sercu i nic tego nie zmieni.



FatBantha - Śr 17 maja 2006, 21:27
" />
">Od dzisiaj, niezaleznie od wyniku tego meczu, kibicuję Arsenalowi. Trzymałem kciuki za ten zespół od oczątku tej edycji ligi mistrzów.
Wiem, że Baca i Banthuś zaraz nazwą mnie sezonowcem, albo kimś jeszcze gorszym.

">Kibicuję Arsenalowi.
Mam nadzieję, że Fat i Bacus będą litościwi
Spoko, czy będziesz sezonowcem czy nie, okaże się za rok. Każdy kiedyś zaczyna i nie widzę potrzeby piętnowania kogoś z tego powodu.

Wybrałeś trzeci pod względem utytułowania klub angielski. Brawo. Szkoda, że Wielkich Uszu nie dodali do gablotki, naprawdę szkoda.

Moim zdaniem przegrali ten finał przez Wengera, który zdjął Cole'a. Dobrze sobie poczynali praktycznie przez cały czas, pomimo przewagi liczebnej nieprzyjacielskich oddziałów. Wprowadzony tam Flamini nie zablokował dośrodkowania i skończyło się wpadką. To, że Almunii brakuje sporo do Scotta Carsona wiadomo nie od dziś - zawalił przy obu bramkach.

Równie dobrze można obwiniać Henry'ego, który zazwyczaj w sytuacjach sam na sam trafia bez problemu. Armaty Kanonierom nie strzelały. Lonty pozamakały w Paryżu...

Durne Hiszpanienki znowu wyszły na prowadzenie pod względem liczby Pucharów Mistrzów. Znowu będziemy musieli nadrabiać stratę... O ile Chelsea tego nie zrobi...

Szkoda, naprawdę szkoda - teraz mój ukochany Onet zaleje kupa dzieciaków 'kibicujących' Barcelonie...
">Moze mi ktos wyjasnic dlaczego nikt nie lubi Rasiaka mimo ze jego imie nadano temu tematowi ?Dlatego, bo niewiele osób lubi brytyjski styl gry w brytyjski sport o nazwie football, którego Grzegorz jest ucieleśnieniem.



Jacen - Śr 17 maja 2006, 21:35
" />
">Spoko, czy będziesz sezonowcem czy nie, okaże się za rok. Każdy kiedyś zaczyna i nie widzę potrzeby piętnowania kogoś z tego powodu. Świetne podejście. Znam ludzi na róznych forach, którzy z powodu czyjegos późnego wybierania klubu ukochanego są nimi obwoływani z urzędu.


">Równie dobrze można obwiniać Henry'ego, który zazwyczaj w sytuacjach sam na sam trafia bez problemu. Ciekawe, czy Henry odejdzie. Wolałbym nie. Z tego, co powiedział w krótkim, pomeczowym wywiadzie "zatanowi się nad tym poczynając od dzisiejsego wieczoru".


">Szkoda, naprawdę szkoda - teraz mój ukochany Onet zaleje kupa dzieciaków 'kibicujących' Barcelonie...Już to zrobiła, az miło popatrzeć



rajourney - Cz 18 maja 2006, 17:18
" />
">I jak, skusił się ktoś na Finał?

Owszem- z Ragnusem po trudach i znojach (trza mu wybaczyc bo się chłop bawi w juwenalia) znależiśy cichąprzystań u kumpla..Szkoda tylko, że on sam nie kojarzy czym jest piłka kopana i długo sie głowił która strona to przód dla której drużyny. Ponadto musiał z domu wywalić matkę abysmy w duecie Ra- Ra mogli obejrzec finał...I cóż...Przez kilkadziesiąt minut zgrzytalismy zębami, podziwiali grę Arsenalu (pomimo Naszej sympatii do Barcy). A zwyczajnie byliśmy zirytowani- gra Ronniego, Eto'o o van Bommelu nie wspominając..I tylko Heniek był naszą nadzieją...
Ogólnie i zwyczajnie kolego Baca- udało się i to nie Barca wygrała, ale Arsenal przegrał finał....



Strona 15 z 23 • Zostało znalezionych 2602 rezultatów • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23

comp
» star gate
»
Litania do Sw Judy
»
modlitwa do sw antoniego
»
Big Star w Gdyni
»
Kosciol sw. Barbary w Krakowie
Cytat

Valid HTML 4.01 Transitional

Free website template provided by freeweblooks.com